Wydawca: Redrum666 Records
No ja nie rozumiem, jak dziewczyna, która tak ładnie prezentuje się na zdjęciach może grać w takim czymś jak Anus Magulo, hehe. Wszak damom nomen omen nie (przy)stoi… Koniec świata, jak mawiał cieć Popiołek.
Dobra, recenzja zaczęta trochę z dupy, ale jak inaczej może być w przypadku zespołu o nazwie Anus Magulo? Po nazwie, okładce i tytule domyślacie się zapewne, że ten kwiat polskiej młodzieży rzeźbi w przysłowiowym gównie, jakim jest grind core. Moje szczęście, że na „Chain Erection” babram się w grindzie bardzo rytmicznym, czasem nawet chwytliwym, przyw(zw)odzącym na myśl wczesne wytryski Dead Infection. Kurwa, lubię akurat taki grind – prosty, skoczny, do tańca i do różańca. Bez dziwnych prędkości z automatu, a nawet z różnymi urozmaiceniami – i nie mówię tu tylko o samplach. Bo na przykład pseudogotyckie wycie w utworze o radosnym tytule „Sraczka” to co niby, hehe? Znadją tu się też jakieś ciulowe króciutkie odruchy wymiotne, jak w „Hanoi Turkish Restaurant” – nie lubię, bleeee. Na szczęście, więcej tu dłuższych form artystycznych, podczas których człowiek buja się w rytm muzyki. Mówiłem już, że lubię jak w grindzie mam rytmikę i skoczność? Mówiłem. No to mamy tutaj właśnie rytmikę i skoczność. Cała płyta mieści się w standardach grind core’a – świniakowanie, bulgoczący bas, lekko wkurwiające brzmienie perkusji, jakieś prusaki na okładce i kotek wewnątrz… eee, żywy kotek? To dopiero zboczeńce. Dodam jeszcze, że mamy tu dwa materiały, mianowicie demo „Octopussy” (a, to stąd ten kotek, lub ta kotka) plus nowe kawałki – nie różni się to niczym od siebie może poza brzmieniem.
Dobra, zasadniczo grindcore’owcy nas rzadko czytają (chyba), ale jeśli jakiś przypadkiem jednak tu zagląda, to jemu mogę polecić ten krążek. Innym nie, bo jak wiadomo, grind core nie jest dla każdego. Rzekłem.
Ocena: 7/10
Tracklist:





mi śe podobą ale jestem grindowcem i ńe ówiem czytaci wenc nie pżeczytam ;c