Wydawca: Ossuary Records
Zacznę od tego, że na tle innych materiałów od tego wydawcy (recenzowane przeze mnie: Kira i i Divine Weep) wypada… podobnie. Z jednym „ale”. O nim za chwilę. Są momenty lepsze i gorsze. Utwory do bujania nogą i takie do ziewania.
Natomiast mam wrażenie, że Okrütnik z wymienionych kapel ma największy potencjał. I to nie tylko dlatego, że to młode siurki z głowami – zapewne – pełnymi marzeń. Przede wszystkim dlatego, że postawili na bardzo nośne połączenie wczesnego Kata, Venom i Running Wild. Ze szczególnym uwzględnieniem tego pierwszego. I dobrze takiego granie wchodzi. Jak wspomniałem jednak nie każdy z utworów buja. Niektóre – np. „Czarcie Łoże” nudzą. Natomiast to można wybaczyć. Z kolei najlepszy na płycie jest utwór tytułowy. Zwłaszcza z miłym dla uchu początkiem.
Czas na balladę zatytułowaną „Portret Trumienny, a Na Grobach Kwiaty”. Opowiem Wam pewną historyjkę. W mojej rodzinnej miejscowości pan Burmistrz wymyślił sobie, że na placach zabaw postawi dinozaury. Takie na monety. Wrzucisz piątaka – usłyszysz jaki dźwięk wydają. Miejscowość ta nie ma nic wspólnego z polską paleontologią (nie jest to chociażby Bałtów). Tak gwoli podkreślenia. Walor dydaktyczny – musicie mi wierzyć na słowo – żaden. Większość nietamtejszych osobników płci żeńskiej i męskiej, którzy mieli się okazję z tym faktem zaznajomić, zadaje mi to samo pytanie. Po chuj? To tyle o balladzie.
No dobra, chciałbym pominąć „Potret trumienny…”, ale nie mogę. Bo właśnie ten utwór jest najgorszym, co nam Okrütnik zaprezentował na „Legionie Antychrysta”. Szczególnie pod kątem wokalnym. Generalnie Pan głosowy ma mocno negatywny odbiór w środowisku. Dość powiedzieć, że właśnie z tego powodu Okrütnik przewijał się w przez TOP10 Chujowych Płyt 2020. I to co robi we wspomnianej balladzie, tylko to potwierdza. No nie umie śpiewać i tyle. Nie wiem, czy to był jakiś mus, żeby ten pokraczny kawałek umieścić koniecznie na pełniaku? Nie słyszycie, że nie brzmi?
Natomiast ogólnie do samej barwy i darcia ryja nie mam większych zastrzeżeń. Jest ona i ono specyficzne i trzeba się przyzwyczaić. Albo nie słuchać. I tyle. Natomiast śpiewać się Pan musi nauczyć. Dla dobra ludzkości.
Może coś z tego będzie. To główna myśl jaka mi się przewijała przez głowę, gdy słuchałem – bez ballady tę przeżyłem tylko raz – debiutu Okrütnika.
Ocena: 6/10
Tracklist:
01.Sabat
02.Legion Antychrysta
03.Guślarz
04.Lament księcia czarnej magii
05.Portret trumienny, a na grobach kwiaty
06.Noc galicyjska
07.Czarcie łoże
08.Wrześniowe popołudnie rzeźnika ’52




