Kontakt: Sphere
Skłamałbym mówiąc, że czekałem na drugi krążek Sphere z utęsknieniem. Demówka mi się nawet podobała, debiut jakoś jednak umknął, mimo że dołączony był do nieistniejącego już traszemola. Dwójeczka jednak jest – i się podoba, co najważniejsze.
„Homo Hereticus” zawiera dwanaście kawałków utrzymanych w prostym death metalowym stylu. Nie jest to popularny ostatnio oldschool, ale nie jest to też jakieś wymyślne granie pod Decapitated na przykład. Death metal w wykonaniu Sphere kopie jednak moje wrażliwe pośladki. A jest na czym ucho zawiesić, zwłaszcza jeśli ktoś lubi debiutancki krążek takiej mało znanej kapeli jaką jest Terrorizer – wpływy tych panów są dość słyszalne. Chwilami zespół zapędza się nawet w bardziej grind’owe rejony, głównie w takim „Sadistfucktion”, który oprócz tego, że jest chyba najszybszym numerem na płycie, to utzrymany jest właśnie w takiej grind’owo rozbujanej konwencji. Również wokalista czasem z dość czytelnego growlu zakwiczy prosiaczkowym voicem. Choć kiedy indziej sporo tu również czystego death metalu a’la Vader czy Morbid Angel. Może jedynie zamykający album „War” ma w sobie coś z wkurwienia i agresji znanej na przykład z krążków Angelcorpse – bardzo gwałtowny numer, jakby lekko inny od pozostałych kawałków i chyba najkrótszy ze wszystkich. Jednym słowem „Homo Hereticus” słucha się przyjemnie, bo któż nie lubi dostać od czasu do czasu po prostu zdrowego death metalowego wpierdolu?
No, czasu spędzonego z materiałem Sphere nie uważam za stracony. I czuję, że raz na jakiś czas spokojnie powrócę do tego albumu, co przy natłoku materiałów ostatnimi czasy nie jest rzeczą łatwą, hehe. Ale Sphere są tego warci.
Ocena: 7,5/10
Tracklist:



