Wydawca: Century Media Records
Z Deicide sytuacja wygląda tak, że od pewnego czasu widzę na ten zespół straszną nagonkę. Że powinni się rozwiązać, że jak można nagrywać takie gówna i tak dalej. Co dziwne, nagonka jest też na nowy album, z którego ogólnodostępne są może z dwa numery jak na razie.
Ja natomiast od jakiegoś czasu wałkuję pełen krążek i powiem tak – wszelkie utyskiwania na Deicide są uprawnione, aczkolwiek nie jest prawdą, że cała „Overtures of Blasphemy” jest o kont dupy potłuc. Są tu naprawdę dobre strzały w postaci „Seal the Tomb Below”, „Compliments of Christ” czy „Excommunicated”. Ale faktycznie mamy tutaj też sporo zapychaczy, które wpadają jednym uchem, a wypadają drugim, przelatują przez słuchacza jak przez stygmaty jezuskowe. Sporo tu fajnych, motorycznych riffów, ale również masa całkowicie nijakich. A wiecie co jest najgorsze? Że już od dawna nie słyszę u Deicide tej dzikiej agresji i wkurwienia. Jeśli tak ma wyglądać walka z chrześcijaństwem, to ja już wskakuję w komeszkę, żeby mnie wyznawcy Chrystusa oszczędzili. Do tego „Overtures of Blasphemy” ciągnie mi się, a trwa przecież tylko trzydzieści siedem minut. W ogólnym rozrachunku wyszła im po prostu płyta totalnie przeciętna, która sobie przeleci i nie pozostawi Was z niczym w pamięci.
Niestety więc – muszę przyznać rację adwersarzom tego zespołu, że najnowsza płyta Deicide powinna być umieszczona w przedziale „Niepotrzebny Metal”. A szkoda.
Ocena: 6/10
https://www.youtube.com/watch?v=8huToZDQQAU
Tracklist:




