Wydawca: Pagan Records
„No kurwaaaa” usłyszał niedawnego, wietrznego wieczoru Oracle. Powodem mojej niekłamanej radości było wręczenie płyty z logiem Hellveto. Zdziwionych moją reakcją odsyłam do recenzji wcześniejszego krążka, tej jednoosobowej, pogańskiej hordy.
L.O.N. uszczęśliwił wszystkich swoich (bo zakładam, że posiada takowych) fanów dwupłytowym wydawnictwem. Kiedy przesłuchałem pierwszy krążek, zatytułowany „Wiara, nadzieja…, potępienie” stwierdziłem, że nie przemawia już do mnie kompletnie, ta muzyka. To było fajne kiedyś, kiedy człowiek był młody i łykał wszystko co miało w genre pagan ( no dobra nie wszystko, są jednak granice śmieszności). Teraz niestety wieje z tej muzyki nie pogańskich chłodem, tylko co najwyżej smrodem skisłego konceptu muzycznego. Zdaje sobie sprawę, że L.O.N. ma w dupie modę, czuje się dobrze w tym co robi, ale może jednak czas na jakiś „eksperyment”. Może dodać drugi wokal, może jaka pogańska dziewoja, tak jak było na chociażby „Autumnal Night”? Może odejść nieco od takiej stylistyki?
Druga płyta mnie natomiast zamordowała. 3 utwory o łącznej długości ponad 69 minut. I tu właśnie zdałem sobie sprawę, że to w sumie taki samograj, bez możliwości zatrzymania. Jak tworzenie pewnych specyficznych ścieżek dźwiękowych. Jest taki słynny „kompozytor” co to jego nazwiska nie wymienię, który zasuwa swoją muzykę do filmów, imitując orkiestrę samplami i robi na tym w chuj kasy, więc właściwie czemu nie robić tak orchestra pagan metal? Problem chyba polega na tym, że L.O.N przegrał z długością utworów. Gdyby cała ta trylogia była jednak krótsza o połowę dajmy na to, tego dałoby się słuchać nie ziewając, a co gorsza nie zasypiając. Ja nie daję rady.
Myślę, że to dwupłytowe wydawnictwo można by opatrzyć adnotacją na opakowaniu: „Muzyka tylko dla zuchwałych”. Powiem tak, pierwsza płyta jeszcze ujdzie, druga to już przerost formy nad treścią. Masturbacja komputerową orkiestrą. Pagan Records ma dużo ciekawsze płyty w katalogu.
Ocena: 5/10 (taka mi średnia wyszła)





Dziwna, tendencyjna recenzja. Zero słowa o konkretach, czepianie się do black metalu że to black metal, do muzyki klawiszowej że jest klawiszowa i monotonna skoro pondobno z założenia miała być taka… W podsumowaniu pierwsza płyta może być, we wstępie nie przemawia kompletnie, ocena 5 bo taka wyszła średnia 🙂 Nie kumam szczerze mówiąc. Słuchałem materiału na stronach Pagan rex i myślę że jest genialna i inna niż pozostałe. Oby tak dalej!!! 666!!!
Wbrew pozorom tu wszystko jest logiczne. Odsyłam do recenzji wcześniejszego krążka. Koncept muzyczny, który prezentuje L.O.N. w Hellveto moim zdaniem się wyczerpał o czym napisałem i tu i w tamtej. Z drugiej strony w przypadku pierwszego krążka *być może przez to, że ma on krótsze i bardziej zwarte utwory* jeszcze jest dla mnie słuchalny. Drugi dla mnie jest zbyt rozwlekły. Nieprawdą jest, że muzyka klawiszowa musi być monotonna, czego przykłady chodzą po świecie i nie mówię tu tylko o muzyce metalowej. Jeśli taki jest koncept to okej, ale mi się on nie podoba. Nie neguję obecności Hellveto na scenie, ja tylko zastanawiam się nad tym, czy ma ona sens w takiej postaci. A, że tendencyjna recenzja. No bo wszyscy piszą obiektywne recenzje; ]
Jak widać nie dla wszystkich 😉 To że (wg Ciebie) wszyscy piszą nieobiektywne recenzje nie jest dla mnie wytłumaczeniem tendencyjności. Po prostu wiele osób boli ambicja i kreatywność tego gościa, co dosadnie zostało podsumowane kiedyś w recenzji na nbc, bodajże materiału neoheresy. Ten projekt (zespół?) zawsze będzie źle postrzegany w pewnych kręgach (kto miał styczność z podziemiem kilka lat temu wstecz, wie o co chodzi) i nietrudno zauważyć powielanie pewnych stereotypów. Czy hellveto się wyczerpało? Pewnie tak samo jak cały metal wg nażelowanych szczyli i hiphopowych onanistów którzy po rocznej przygodzie z tą muzyką zaczęli chodzić w dresach. Nie musisz się ekscytować tym materiałem, ale jako autor recenzji wypadałoby żebyś podał jakieś sensowne argumenty swojej oceny, odniósł się do muzyki, tekstów itp. Swoją drogą skoro muzyka ta z założenia stawia na klimat i emocje to jaki sens ma patrzenie na nią przez pryzmat zupełnie innych rzeczy…
Uwierz, że nie tylko dla mnie;] To po raz, a pokaż mi gdzie napisałem, że wszystkie recenzje są nieobiektywne? Taka trochę interpretacja ostatniego zdania z kapelusza. W dupie mam jak Hellveto jest postrzegane w pewnych kręgach, bo nigdy nie patrzę na sympatię i antypatię. Znam muzykę Hellveto zasadniczo od właściwie pierwszego długograja, więc powiedzmy, że mogę co nieco się wypowiadać. Owszem, wykonał ogromny krok naprzód w porównaniu chociażby do wspominanej jedynki. Ba, powiem lubiłem takie granie, bo klimat *muzyka plus teksty*, tylko, że znowu polecam przeczytanie recenzji poprzedniej płyty w której wyjaśniam, że ja od Hellveto po prostu wymagam więcej. Powiem tak, dla mnie ostatnia płyta, która mi się podoba to „Neoheresy”, ostatnie 3 nie. Wiesz, zasadniczo każda muzyka stawia na jakiś klimat i emocje. Nieważne, czy będzie to „religijny” black metal, czy nowozelandzki Indie Rock. Nie wiem co teraz gadają nażelowane szczyle i wspominany onaniści – między mną a nimi istnieją zbyt duże różnice: komunikacyjne i intelektualne. Nie przekreślam Hellveto, ale moim zdaniem 3 ostatnie płyty są słabe i brakuje mi w nich ognia, który by mnie zatrzymał przy nich na dłużej. I tyle.
git płyta polecam