Wydawca: Hell’s Headbangers Records
Nie wiem, czy powinienem słuchać tak wściekłej muzyki przy moim aktualnym stanie emocjonalnym, bom wkurwiony okrutnie. A przy Nunslaughter najchętniej chwyciłbym za coś ostrego i zrobił wyjazd na miasto.
Oczywiście tak nie zrobię, bo ja psychopatą jestem, ale ukrytym i nieśmiałym, hehe. Nie zmienia to jednak faktu, że „Angelic Dread” byłby wspaniałym soundtrackiem do małej ganianiny po ulicach Rzeszowa z siekierą w dłoniach. Szlachtować w rytm ich prostego, obskurnego death metalu. Rzucać koktajle mołotowa z częstotliwością wyrzygiwania dobrych riffów (czyli bardzo wysokiej). Skakać po ludziach jak po pozerach w młynie. Z szaleństwem w oczach i szaleństwem w głośnikach wszystkie te rzeczy przyszły by gładko. I pewnie nawet nie dostałbym wysokiego wyroku, co najwyżej rozpętałbym burzę o złym wpływie metalu na słuchaczy – jakoś dawno żadnej takiej nie było. Pokazałbym im nazwę Nunslaughter, to jeszcze by mnie ewentualnie posadzili za obrazę uczuć religijnych. Dzieciątko z okładki wygląda trochę jak płód (przynajmniej zgodnie z katopropagandą), to do tego bym dostał jeszcze dodatkowe kilka latek za nawoływanie do czynu zabronionego. I weź tu wytłumacz, że Ty normalny chłopak jesteś i nawet pijesz mało, tylko Nunslaughter tak działa. Wszędzie trąbili by o Nunslaughter, okadka „Angelic Dread” pojawiała by się w telewizji, Hell’s Headbangers Reocrds zarobiłoby na niej kokosy, mnie zakładaliby fanpejdże na fejsbuku, a ja sobie bym grzecznie siedział w zakładzie zamkniętym i napierdalał tym prymitywnym death metalem. Fajnie, nie?
No, tylko że póki co zadowolić się trzeba jedynie ostatnią aktywnością. Dobre i to, bo czwórka Dona Of The Dead i jego piekielnej kompaniji jest kurewnie dobra.
Ocena: 8/10
Tracklist:




