Wydawca: Werewolf Promotion

AAARGGGHHHH!!! Takiego ciosu w ryj to w tym roku się nie spodziewałem. Wyobraźcie sobie polską scenę, jako rodzinne spotkanie. Ktoś ma wzloty, ktoś upadki, tam ktoś polewa wódeczki zimnej i gęstej, jak sami wiecie co, sami wiecie z czego. Generalnie jest spokój. I nagle drzwi otwierają się z łomotem, wisząc mizernie na jednym zawiasie, bo drugi został rozjebany, a do środka wbija się dawno niewidziany kuzyn. Napierdolony, jak obora, jeszcze z niedopałkiem w gębie oraz niedopitą flaszką w kieszeni, po czym zaczyna kląć jak szewc i robi turbo rozróbę, gdy żonę innego kuzyna łapie za cycki, a tłumaczącego spirytualizm, narzeczonego ciotki wyzywa od pedałów. To taki właśnie jest tegoroczny pełniak od Mordhell, i jest to zajebiste.

Te poznańskie świry istnieją już ponad 20 lat, a Nekro Desecration” jest ich czwartym pełniakiem. A zbierali się za nagranie długo, bo od „Graveyard Fuck” upłynęło sześć lat. Kurde, sporo, choć po drodze zaliczyli trochę mniejszych materiałów. Jeśli ktoś liczył, że panowie z czasem złagodnieli, by przejść w większą melodykę, dołożyć technicznych zawijasów i większą kontemplację w tekstach, to powinien pierdolnąć się w łeb.

Mocno, bo w „Nekro Desecration”, to tryumf absolutny chamskiego, bezkompromisowego metalu, który każdemu marudzie krzyczy w twarz, że jest jebanym pozerem. Już pierwszy kawałek wjeżdża z buta riffami nagrywanymi chyba na pile mechanicznej, a Diabolizer napierdala w perkusję, jakby chciał wyrzucić z siebie kilkadziesiąt lat skumulowanego wkurwienia. Na wokale, podług sieci, powrócił Nekrophiliac i chwalę je mocno za pierdoloną ohydę, jaka się z nich wylewa. Serio, to brzmi, jakby ktoś skakał po rozkładającym się trupie i z wydawanych odgłosów sklecił partie wokalne. Zajebiście. Co ciekawe, są też klawisze! Ale zaraz, nie wyrzucajcie płyty przez okno, bo to nie rzewna pedaliada, tylko świetnie wkomponowane tło.

Najlepsze w tej płycie jest to, jak zajebiście jest skomponowana. Jest w chuj brudu i syfu, ale wszystko ma swój porządek, i jest dokładnie przemyślane, tylko trzeba trochę się wgryźć. Jak wspomniałem, są te brzeszczoty gitar, ale nagle z jednostajnego podrzynania gardeł, nagle wjeżdża dobry, „bujający” riff jak np. w kawałku „Nekrofilth”. Co lepsze, są też dwa kawałki po polsku i muszę przyznać, że w języku Papieża Polaka, Mordhell dwójnasób zyskuje na surowości oraz ohydzie. Szczególnie w „Zimnym Chirurgu”, który swoją bezpośredniością mógłby obdzielić kilka mniejszych hordes. Co jednak najlepsze, jest też kilka wolniejszych utworów, które przełamują domyślną napierdalankę, bo smród siarki zamienia się w zajebiście sączący w uszy jad. No obczajcie takie „Misanthropy is the Only Honest Religion”, pięknie to płynie wszystko. A dokurwioną fuzję chamstwa oraz powolnych tortur mamy w najlepszym chyba na płycie „Fleshgrinderhellmachine”, gdzie na początku kawałka jest zajebiste bujanie w stylu Carpathian Forest, by pod koniec przeszło powolne dociskanie butem szyi, w którym riff staje się niemal hipnotyzujący, a klawisze wybrzmiewają mocniej. Podobny zabiega nieco jest w „Cunticide” (za ten tytuł, to się należy piwo wielkie). Wspaniałe.

Wad nie stwierdzono. Brzmienie żyleta, każda składowa jest tam dopracowana po całości. Słychać, że za tą płytą stały zaprawione w bojach skurwiele, co to niejeden krzyż podeptali. Bierzcie i kupujcie z distro wszyscy. Pozycja obowiązkowa.

https://www.facebook.com/mordhell

Bart
774 tekstów

Piękny, dostojny inteligent. Miłośnik jadła, tynktur i gór, któremu wydaje się, że umie pisać.

Archgoat „Nightbringer, Lightbringer”Recenzje

Archgoat „Nightbringer, Lightbringer”

OracleOracle4 września 2026
Inferno „The Anthropic Sophisms (On the Heights of Despair)”Recenzje

Inferno „The Anthropic Sophisms (On the Heights of Despair)”

PathologistPathologist3 września 2026
Hexbane „From Hell”Recenzje

Hexbane „From Hell”

OracleOracle2 września 2026

Skomentuj