Wydawca: Revenge of the Bat Records
Hypnosaura już poznałem jakiś czas temu i płytka była całkiem niezła. Natomiast przyznam się, że muzycznie zaskoczyło mi to dopiero przy okazji omawianej właśnie „Afterlife”. Album już tu i tam okrzyknięto najlepszym rockowym krążkiem z Polski. Czy słusznie?
Coś w tym jest, ale nie śledzę nad wyraz często polską scenę rock’n’rollowo – stonerową. A to chyba są w jakimś sensie źródła muzyki Hypnosaur. Przyznacie, że bardzo szerokie? No, bo już wcześniej wskazywałem na to, że muzycy ze stolicy sięgają po naprawdę wiele sroczych ogonów… czy tam dinozaurowych. Dostajemy tu wielki misz masz, lecący od proto rocka, przez klasykę a’la Rolling Stones czy Led Zeppelin, po bardziej przebojowy, wypełniony syntezatorami okres w historii muzyki, gdzieś tam zahaczający o Van Halen czy Def Leppard i ogólnie trochę glam metal, po tak zwany rock stadionowy a nawet eurowizyjny. Że dla przeciętnego czytelnika Chaos Vault niestrawne? Może i tak w teorii, natomiast w praktyce „Afterlife” wypada bardzo dobrze. Przede wszystkim za sprawą doskonałych melodii, refrenów wyśpiewywanych czystym, przyjemnym dla ucha wokalem – mówię Wam, efektem tego jest czysta przyjemność odsłuchu. Równocześnie te numery mają jeszcze lepszy flow niż w przypadku poprzedniej „Undead Invaders Born To Die In Maze”. Czego chcieć więcej?
A czy wspominałem o znakomitej okładce? No to musowo wspomnę – już za sam pomysł uwiecznienia swoich psiaków na front coverze zespół powinien zgarnąć zdecydowanie najwyższą notę. Generalnie na tym obrazku wiele się dzieje, i jak zwykle kojarzy mi się on z nieodżałowanym Tadeuszem Baranowskim w ciut mroczniejszej formie. Cudo.
No to tak – Hypnosaur wypuścił bardzo dobrą, lekką, letnią płytę rock’n’rollową. Jeśli lubicie takie klimaty, moim zdaniem obecnie jest to dla Was krążek z gatunku „must have”. Miłej podróży!
https://www.facebook.com/hypnosaur





