Wydawca: Comatose Music
Dziś będę narzekał, a nie robię tego często w kontekście brutal slam death metalowych płyt. Ale czasem mi się zdarza – i dziś jest właśnie ten dzień.
A rozczarowało mnie amerykańskie Divulsive. Najpierw logówką, zrobioną w generatorze brutal death metalowych logówek. Potem mało ciekawą okładką. Następnie czasem trwania (serio – dwadzieścia jeden minut i ktoś nazywa to pełnowymiarowym albumem?). A na koniec brzmieniem tej płyty, jak i samą zawartością muzyczną. Wyobraźcie sobie bowiem najbardziej oklepany brutal slam death metalowy krążek i wyjdzie Wam właśnie Divulsive. W skrócie – mamy tu głębokie prosiakowe growle. Gęste gitary stanowiące ścianę dźwięku a’la Mortician. A na koniec coś co mnie najbardziej wkurwia – werbel. Dawno już nie słyszałem tak wkurwiająco brzmiącej perkusji. Czuję się, jakby ktoś założył mi garnek na głowę i napierdalał w niego łyżką. Bardzo kiepsko.
Sama muzyka też nie jest nad wyraz interesująca. Wspomniałem już o Mortician, gdzieś tam pobrzmiewają echa Regurgitate oraz Disgorge (zarówno meksykańskiego jak i amerykańskiego). No ale co z tego, że wzorce fajowe, jak ostatecznie dostajemy dwadzieścia jeden minut muzyki, w której zapamiętacie jedynie to że było brutalnie, nudno i że wkurwiał Was werbel? Nie mam nic przeciwko ultra brutalnym dźwiękom, pod warunkiem że są dobre. Te – może i są, ale dla totalnych maniaków. Niedzielny słuchacz jak ja szybko się tą muzyką nudzi. Lub męczy. Może właśnie przez to, jak została wyprodukowana.
Z uwagi na krótki czas trwania poświęciłem „Spawned in Viscera” kilka sesji i każda była dla mnie trudna. Stąd też – oficjalnie nie polecam Wam tego wydawnictwa. Szkoda, bo ostatnio recenzowanej płyty z Comatose Music również nie miałem sumienia Wam zarekomendować. Widać jakaś chujowa passa.
http://www.comatosemusic.com/
https://www.facebook.com/profile.php?id=61567459773203





