Przyłożyli się Panowie do tego materiału. I to w każdym względzie. Zaczniemy od spraw organizacyjnych. Zasadniczo to debiut nie debiutantów. Wcześniej nagrywali jako Prąd. I nie będę ściemniał – o istnieniu tego zespołu nie miałem pojęcia.
Co gra Octotanker? Ano całkiem przyjemny Stoner. Chociaż nie tylko. Trochę Panowie częstują nas psychodelicznym rockiem i odmianą space ( w sumie dość naturalna konotacja). A na to wszystko dokładają jeszcze Grunge. Ze szczególnym uwzględnieniem jednego zespołu. Zresztą w trakcie pierwszego przesłuchania, to właśnie Alice in Chains (którego prywatnie nie znoszę nienawiścią prawdziwą) pojawił się w mojej głowie jako skojarzenie numer jeden. I nie jestem specjalnie oryginalny w tym, bo przejrzałem kilka recenzji „Voidhopper” i wrażenia są podobne. Całość brzmi tak, że w sumie ciężko mi się przyczepić. No może za długi jest ten materiał.
Odrębny akapit należy się wokaliście. Bo w nim tkwi główna siła tego krążka. Bez niego, a dokładniej tego jak operuje wokalem, byłby to zwykły stoner, jakich niemało. I nie chodzi mi o to, żeby odebrać pozostałym Panom ich zasługi, ale taka prawda. Chociażby to, że wspomnianą wcześniej psychodelę tego materiału, podbija właśnie sposób w jaki Marcin operuje głosem.
Na koniec komiks. Tak, Panowie postanowili dopowiedzieć obrazem, to czego nie dosłuchacie w muzyce i tekstach. Bardzo przyjemny dodatek do wydawnictwa. Mi co prawda nie odpowiada kreska, jaką jest to narysowane, ale z szerszego punktu widzenia nie ma to znaczenia. Sam komiks jest wydany na grubym papierze i w wysokiej jakości druku. Ach i jeszcze jedno, chociaż co sprawniejsi intelektualnie już się domyślili. Mamy do czynienia z albumem koncepcyjnym. Nie będę Wam psuł zabawy z poznawania całej historii i czytania. Z mojego punktu widzenia, jeśli lubicie stoner z wymienioną wyżej mieszanką gatunkowo – paliwową, to brać w ciemno.
Ocena: 7/10




