Kontakt: Inner Blast
Ja może nie jestem tak stary jak Ef, ale co nieco pamiętam. I pamiętam jak pod koniec lat dziewięćdziesiątych polską scenę zalała fala kapel gothic metalowych, w czym pomógł jeden martwy już Pan z Katowic.
I te wszystkie Artrosisy, Moonlight i Delighty zapraszano na różnego rodzaju Metalmanie i tak dalej. Szczęśliwie się to urwało, ale! Koszmar powrócił za sprawą Inner Blast z Portugalii. Promo przyszło – człowiek zrecenzuje. Ale się nie zachwyci. Ja osobiście gotyku nie cierpię, ale jakby to było dobre, to przecież bym Wam powiedział, nie? Ale nie jest dobre. Jest rozwlekłe, nawet jak na gothic. Oczywiście niewiasta na wokalu, ale uuuu… Do Doro jej daleko, albo nawet do Anji Orthodox. Zwłaszcza w numerze czwartym – „Fixation” laska (a w zasadzie laski, bo druga robi backing vocals) próbuje zaśpiewać niemal operową manierą (kto nie był w operze – tak trochę pod Therion) i wychodzi to tragicznie. W tle jakieś oboje, które brzmią fatalnie. Nie ma to chwytliwości, ale nie jest też melancholijne. Wkurwiające – tak, melancholijne – nie. „Sleepless Monster” to jedynie Epka i wielce rad z tego powodu jestem, a ponadto dumny z siebie niesłychanie, że zdzierżyłem siedem sesji z tą muzyką. Iskierka nadziei zabłysła przy początku numeru drugiego, bo zaczął się nieźle, ale kilka sekund i iskierka zamieniła się w mgliste wspomnienie.
Dobra, i tak zakładam, że mało kto z Was jest zainteresowany jakimś tam gothic metalem z Portugalii. Miło mi, że przeczytaliście tą recenzję, ale nie traćcie już czasu na Inner Blast. Słabizna.
Ocena: 2,5/10
Tracklist:
01. Better Days
02. Sleepless Monster
03. Tears
04. Fixation
05. Open Minds




