Wydawca: Pulverised Records
Co by nie mówić, Master jest kapelą pierwszorzędną, zaś ucieszony jestem tym bardziej, że wydali właśnie swój nowy album. I mam przyjemność go zrecenzować.
Prawda jest prosta – dla mnie Master nie wiem jakby musiał się starać, obawiam się, że świetnego debiutu nie przeskoczy. Ale nie oznacza to, że kolejne krążki są ciulowe. „The Human Machine” na ten przykład to pierwszej wody death metal. I czuć w nim od razu ducha starego dobrego Master. Na krążku dominują szybkie riffy, punkowe rytmy i wkurwienie. Speckman wyrzyguje dosyć czytelnie swój protest przeciwko konsumpcyjnemu społeczeństwu Zachodu, hehe, jakby chciał udowodnić, że death metal nie musi być okultystyczny. No i fajno. To dlatego właśnie „The Human Machine” przesiąknięty jest punkiem, co dla bardziej wymagających słuchaczy może być minusem. Faktycznie ta płyta jest bardzo prosta, rzec by można mało finezyjna, ale co z tego, skoro kopie po dupie. A nawet po dupach, bo kilka pozytywnych recenzji już się ukazało, czemu w ogóle się nie dziwię. Dziesiątka Master ma po prostu moc i pierdolnięcie, mimo że całość jest bardzo toporna. Proste łupu cupu, które normalnie nie stanowi w zasadzie o pozytywnej wartości krążka, w przypadku ekipy Speckamana definitywnie jest atutem. I nie dlatego, że to Master. Dlatego, że zrobione to jest z werwą i duchem death metalu. Master nagrał płytę stworzoną do dzikiego headbangingu, przynajmniej jak dla mnie, bo prostota i rytmika są jej głównymi atutami. Do tego brzmienie jest tak chropowate, że co bardziej wymuskanych metali odrzuci na wstępie. Kurde, nie ma co więcej się rozwodzić nad „The Human Machine”, zbyt prosty to krążek na pisanie o nim elaboratów.
Może i dziesiąty krążek amerykańsko – czeskiego aliansu jest zrobiony na jedno kopyto, może jest archaiczny, może… A może tak właśnie ma być? Mnie wydaje się, że właśnie tak!
Ocena: 8/10
| 1. | The Human Machine | ||
| 2. | It’s What Your Country Can Do for You | ||
| 3. | Twisted Truth | ||
| 4. | True Color | ||
| 5. | Suppress Free Thinking | ||
| 6. | A Replica of Invention | ||
| 7. | Faceless Victims Expelled | ||
| 8. | Worship the Sun | ||
| 9. | The Lack of Space | ||
| 10. | Impale to Kill |




Oracle, myślę że prostota i gra na „jedno kopyto” są atutami krążka. Może zabrzmi to prostacko, ale ile miażdżących utworów „łazi po głowie”? Możliwe że niewiele, bo death metal poszedł tak (za?) daleko, że bez 32 zmian rytmu w utworze utwór to nie utwór w kanonie gatunku. Na czym polega siła np. Reign in Blood? Na sile i motoryce! I to właśnie jest w Master. „Jadące” gitary (właściwie jedna) i perka niestrudzenie waląca prosty, siermiężny beat. Nie wiem jak ty, ale ja po skończeniu płyty wrzucam „repeat”. Nie jestem instrumentalistą i dalej – a może właśnie przez to – kręci mnie siła prostego przekazu rodem z początków gatunku. A świadkowałem czasom, kiedy etykieta Thrash już nie wystarczała i trzeba było nazwać gatunek muzy inaczej…
Math death core? Technical death? Może jeszcze „sterile death lab math core”? Czemu to służy dziś? Onanizm techniką? By przywołać BS i Technical Ecstasy, ha! A kolejny klasyk powiedział: „Lubię szybką muzykę, ale im więcej zadaję sobie pytanie dlaczego, to tym bardziej mi się przestaje podobać. Więc nie zadaję sobie tego pytania, ale słucham”. Ian Kilmister.
Idę tym tropem: podoba mi się – słucham, nie podoba się – nie słucham…
A w Master siła tkwi w motoryce rodem z ’90 ubiegłego wieku. (vide: Kreator, Grave, Unleashed i jeszcze wiele, wiele…
Przede wszystkim, miło jest czytać tak rzeczowe komentarze 🙂
Ponadto zgadzam się już z pierwszym jego zdaniem – ja również uważam, że to są główne zalety „The Human Machine”. Przymiotniki, które pojawiają się w receznji, typu „archaiczny”, „prosty” itp bynajmniej nie mają pejoratywnego zabarwienie w tym przypadku. Jak dla mnie jest to jedna z lepszych pozycji death metalowych tego roku, zaś ocena 8/10 wynika jedynie z odniesienia do wczesnych albumów Master. Amerykański zakręcony techniczny decior w moim osobistym rankingu zawsze będzie ustępował miejsca pozycjom takim jak „The Human Machine”, czy genialny „Monumentomb” Nominon. A w jeszcze innym moim prywatnym zestawieniu dobry album to właśnie taki, którego chce się słuchać nawet i wiele razy pod rząd, a nie tylko odbębnić do recenzji. Tak więc myślę Barcie że się zgadzamy 🙂