Wydawca: Ossuary Records

Tych trzech gości bezpardonowo wpierdoliło mi się na tygodniu ze swoim drugim albumem spod bandery Extinkt. Pierwszy krążek był całkiem w porządku, bo sprzedawał przyzwoity cios w łeb w zaledwie 25 minut, a gdy dowiedziałem się, że Ossuary Records za moment dostarczy „dwójeczkę”, byłem zwarty i gotowy.

Dostajemy dziewięć głównie krótkich numerów i do tego outro, ale o nim później. Uappa nie mógł usiedzieć na miejscu i skupić się jedynie na Terrordome, więc teraz napierdala w czterech kapelach. Distrustera kojarzycie z zeszłorocznego pełaniaka, a Topór uderzy ze swoim pierwszym albumem w grudniu. Zostaje więc nam tylko nowe Extinkt. No i Ameryki nie odkryję mówiąc już na początku, że elegancko wszedł mi ten nieduży album. 

Rozpizgu jest tu dobre pół godziny, więc dla mnie tym lepiej, bo lubię jak się zespół zbytnio nie rozwodzi. Zasmakowałem w „Trinity Redux”, a pomógł w tym też fakt, że mamy już końcówkę roku i zbyt wiele nowych albumów z polskiej sceny już nas w 2023 nie czeka. Nic mnie zatem nie rozpraszało. Chciałem dostać krótki konkret i taki też się stało. Do tańca solidnie zagrzały mnie już dwa singlowe numery. Po nich spodziewałem się wyraźnie lepszej i zróżnicowanej płyty. 

Bardzo mi podeszło to, że brak tu różnych przerywników i innych cipstw. Po prostu napierdalanka jak siemasz. Thrash w wykonaniu Extinkt to spokojnie jeden z jaśniejszych punktów na liście listopadowych premier. Wpada oczywiście kilka motywów i motywików z innej bajki („Battle Song”, o kurwunia!), co by nie katować nas tylko ciągłym „patataj”, a każdy na szczęście okazał się dla mnie udanym urozmaiceniem. 

W tym natłoku szybkich i krótkich petard (posypanych ekstraktem z agresji i szczyptą punka) ciekawy byłem jak sobie poradzi wyraźnie dłuższy numer z drugiej połowy płyty. I dał radę. Fajnie się rozwija, ale no może samą tylko końcówkę można było ciut w nim przyciąć. Po nim przychodzi czas na jeszcze jedno małe tornado, które stawia dla mnie kropkę nad „i”. Jedyne do czego nie mogę się przekonać to outro. Te smuty trwają ponad dwie minuty i w ogóle mi nie pasują do reszty, ale rozumiem, pewnie taki był koncept. Albo szkoda było nie wykorzystać gotowego pomysłu. To dla mnie jedyny słabszy fragment, ale że rzecz jest na samym końcu, to dla mnie potańcówka kończy się po prostu jedną ścieżkę wcześniej i jest elegancko. A czasami odpalam tylko pierwsze 20 minut i też jest git.

Nie wiem do końca jak oni to zrobili, ale ta płyta odblokowała mi jakąś starą zapadkę w mózgu i poczułem się przez moment znowu jak dzieciak, który kupuje swoje pierwsze płyty od Kmiołka i jara się swoimi pierwszymi odsłuchami Traumy, Thy Disease, Lost Soul, Hate, Anal Stench czy Demise albo Serpentii (ale to już z Metal Mindu). Nowe Extinkt to też dla mnie taka dawka przypominająca czemu uwielbiam taplać się w polskim metalu. Ten album to udany powrót i doskonała zabawa dla całej rodziny! Taki traszyk to ja rozumiem.

Ocena: 7/10

Pleban
95 tekstów

Ageless Gateway „Corruptor of Stars”Recenzje

Ageless Gateway „Corruptor of Stars”

OracleOracle5 listopada 2026
Wingless „Vision Beyond Form”Recenzje

Wingless „Vision Beyond Form”

OracleOracle4 listopada 2026
Taufpatin „Les Malfaisances de la Taufpatin”Recenzje

Taufpatin „Les Malfaisances de la Taufpatin”

OracleOracle3 listopada 2026

Skomentuj