Wydawca: Chaos Records

Co ma wspólnego duszny Meksyk z zimną Szwecją? A no na przykład Zombiefication – młodą kapelę wzorującą się na skandynawskiej scenie metalowej.

A żeby być jeszcze bardziej precyzyjnym – death metalowej. I jesteśmy w domu. Na pewno nie jednemu z Was sporo mówi nazwa Entombed lub Nihilist. No jak na moje ucho są to główne inspiracje zawarte na „Midnight Stench” – począwszy od pracy gitar, poprzez barwę wokalu, a na ogólnej atmosferze zbliżonej do wczesnych nagrań Szwedów, skończywszy. Zombiefication nie przesadza z nadmiernie szybkimi tempami, chropowate gitary są dość miarowe, ale dzięki temu generują na debiucie kapeli dość ponurą aurę. Oczywiście od czasu do czasu Zombiefication połasi się na dzikie napierdalanie niczym nieumarły na kawałek apetycznego mózgu. Brzmienie „Midnight Stench” raczej nie pozostawia zastrzeżeń, może wolałbym, by było ono ciut bardziej mięsiste, ale i tak jest dobrze – utrzymane ściśle w kanonach gatunku. Jedyną moją bolączką jest fakt, iż po dłuższym obcowaniu z tym albumem (na przykład czterokrotnym przesłuchaniu pod rząd w celu sporządzenia niniejszej recenzji) utwory Zombiefication zlewają się trochę w jedną masę, człowiek gubi się, nie kojarząc, czy bliżej jest początku czy końca albumu. Na dłuższą metę jest to więc dość znaczny minus, jednak jeśli ktoś zamierza puścić sobie „Midnight Stench” jedynie raz na jakiś czas, powinien być usatysfakcjonowany.

Nie powiem, żebym klęknął przed Zombiefication i już z kolan nie powstał, ale trochę sprali mi dupsko. Wystarczająco, by powrócić do muzyki Meksykanów raz na jakiś czas.

Ocena: 7/10

Recenzję można przeczytać również u Mike’a w jego Old Death Metal Webzine.

Tracklist:

1. The Shining
2. Cryptic Broadcast
3. Anthem to the Death March
4. Last Resting Place
5. Jacko’s Funeral Pyre
6. Sleepless Matter
7. Broken Gravestone
8. Necrolumbatory
9. Hitchcock Screaming in Phobia
10. The Early Years
Oracle
19426 tekstów

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Final Self „Liturgy of the Final Self”Recenzje

Final Self „Liturgy of the Final Self”

OracleOracle16 października 2026
Deprive „The Archaic Summoning”Recenzje

Deprive „The Archaic Summoning”

BartBart15 października 2026
Runaway Devils „Blood Must Be Shed to Enchant Your Head”Recenzje

Runaway Devils „Blood Must Be Shed to Enchant Your Head”

OracleOracle14 października 2026

One Comment

  • Ponury Kozieł pisze:

    Jestem w szoku że to Meksykańcy hehehe… no ale skoro w Izraelu mógł powstać taki Sonne Adam….Mało odkrywcza muzyka, mało orginalna …i chwała tym mekstkańskim chłopakom za to 😉 ! Do jazdy furą lub żłopania piwska muzyka wymażona 🙂 I cóż że nie ze Szwecji hehehhe

Skomentuj