Wydawca: Godz ov War Prodcutions
Gdy po raz pierwszy wzrok mój padł na okładkę oraz nazwę stołecznego Wstrętu westchnąłem ciężko, że oto kolejny przedstawiciel solidnego, ale nieco nudnego black metalu. Jakież było moje miłe zaskoczenie, gdy okazało się, że Epka zawiera solidną porcję black/deathu.
Omawiany dziś Wstręt, to świeży pomiot w podziemiu, za którym stoi dwóch warszawskich jegomościów. Zadebiutowali EPką w zeszłym roku, by w tym roku powrócić z kolejnym dziełkiem. Pierwsze, co przykuwa oko, to przyjemna okładka autorstwa samego Von Rycerza. Niby oszczędna, ale przemawia do mnie. Ale przejdźmy do tego, co tygrysy lubią najbardziej, czyli warstwy muzycznej. Jak wspomniałem, jak to black/death, ale jeśli myślicie, że jest to coś pokroju legendarnego Temple Desecration, czy święcącej obecnie tryumfy Pralayi, to się pomylicie. Słuchając „Elightened Misantrophy” wyłapuję prędzej podobieństwa do Bestial Bukkake choćby. Jest ciężko, jest wkurwienie, czuć pełzającą pustkę nihilizmu ze szczyptą mizantropii, ale jest tu miejsce na trochę więcej oddechu, choć w tym przypadku jest on przesiąknięty nutką stęchlizny. Chwalę za dobre riffy, bo potrafią przyjemnie przykuć uszko, jak choćby w kawałku „Ancient Hatred”. Więcej by się zdało, bo czuć tu dobry potencjał do rozwoju.
Za minus poczytuję nieco ten „growlujący” wokal, który momentami brzmi, jakby był wydawany mocno na siłę. Idzie się szybko przyzwyczaić, ale z czasem może uda się Odivmowi nabrać bardziej odhumanizowanego brzmienia.
Całkiem dobra ta Epka. Maniaków sonicznej zagłady, którzy dziecku zamiast Pana Tik Taka puszczają Conqueror to nie przyciągnie, ale ci bardziej normalni spokojnie mogą zwrócić uwagę na tę Epkę, tym bardziej, że trwa jeno niecałe dwadzieścia minut. Warto.




