Wydawca: Death in Pieces Records
Absolutnie się nie dziwię Urielowi, że ze Stanów Zjednoczonych przeniósł się do Rumunii, bo to kurwa piękny kraj jest. Tym samym liczba kapel death metalowych z tego kraju wzrosła o około 20%, hehe…
No bo Rumunia nie może się pochwalić zbyt potężną sceną metalową, a death metalową to już w ogóle. No ale mają Rotheads, mają teraz też Vorus. I tak się przytrafiło, że Vorus umie w death metal, ale nie dziwota – koleś w kilku kapelach paluchy maczał. Na „The Wretched Path” nie jest inaczej, bo dostajemy bardzo mocne numery w liczbie ośmiu. Czujemy tu trochę Incantation, czujemy trochę wczesnego Immolation, sporo Necrovore albo wczesnych kompozycji Master – generalnie to Vorus porusza się w konwencji amerykańsko – budowlanej (czyli wywrotka gruzu i co chwila szpadlem prosto w ryj), więc mi to pasuje. Tempa dość szybkie, ale entuzjaści masturbacji muzycznej nad gryfem mogą sobie spokojnie odpuścić. Cały debiut brzmi generalnie dość surowo, szczególnie automat perkusyjny może drażnić, ale taki urok muzyki Vorus i jednoosobowych bandów (choć ostatnio do kapeli zaprosił swoją ślubną) – z drugiej strony jak szukacie dobrego brzmienia w death metalu to spierdalajcie posłuchać Amon Amarth, obsranego i obszczanego.
„The Wretched Path” to porządny, drugoligowy, podziemny death metal. Przeznaczony dla nielicznej garstki maniaków – tylko i wyłącznie.
Ocena: 7/10
Tracklist:
01. The Wretched Path
02. Into the Abyssmal Gloom
03. The Mindwarp Course
04. Chamber of Laments
05. Paradise is Burning
06. Where Misery Crawls
07. The Futile Existence
08. Black Emptiness




