Wydawca: Iron Fist Productions
Nie jest to najnowszy materiał, ale do mnie trafił w paczce niedawno, więc i na niego kolej w Kejosie nastała. Szczególnie, że ten typ muzyki u nas zawsze ma branie. Pora więc na odrobinę Przemöcy.
A konkretnie Viölence. Pochodzą z Australii i już za samo pochodzenie z Australii mają +21,37 do kultu. A konkretnie to on ma, bo Viölence to jednoosobowy hord. Koleś, który za nim stoi wygląda tak na marginesie jak nieślubny syn Kerry’ego Kinga. Ale wróćmy do muzyki „MotörDemon” to dwadzieścia minut mocno inspirowane twórczością Midnight (zresztą kurwa taki numer jak „Wörship at Midnight” nie wziął się tutaj przypadkiem), Venom i Motörhead oczywiście. Jak dla mnie wymarzony konglomerat a i ten cały Dylan fajnie to wszystko łączy. Na mieście mówią, że to nic trudnego tak zagrać, ale mam na to wyjebane – mnie takie granie po prostu cieszy. Szkoda, że ten zespół tworzy jedna osoba, bo chętnie zobaczyłby ich jak pijani odgrywają te numery na jakimś gigu. To jest po prostu fajne, niezobowiązujące, nieoryginalne i nieprzejmujące się konwenansami granie. Metalowe granie.
Więc jak gdzieś się Wam trafi okazja zapoznania się z Viölence, nie zastanawiajcie się. Podarujcie sobie odrobinę przyjemnöści.
Ocena: 8/10
Tracklist:
| 1. | Ritual of the Göat | ||
| 2. | Chained Up | ||
| 3. | L.S.D (Leather, Sex, Death) | ||
| 4. | Wörship at Midnight | ||
| 5. | MotörDemon |




