Wydawca: Godeater Records
Trochę wstyd, że Valgrind już prawie dwie dekady tuła się po death metalowym podziemiu i dopiero teraz poznałem w ogóle ich nazwę, o muzyce nie wspominając. No ale z drugiej strony debiut po dziewiętnastu latach od powstania wydali, więc trochę mnie to tłumaczy.
Pierwsza kwestia – okładka. Danielle może i całkiem nieźle zdziera sobie gardło w Valgrind, jednak myślę, że chłopaki powinni zrobić ściepę i wynająć jakiegoś lepszego grafika, bo okładka to lekki koszmarek. Szczęśliwie, nie mam takich problemów z muzyką zawartą na „Morning Will Come No More”. Włosi parają się death metalem, którego korzenie tkwią w amerykańskiej szkole – nieobce są im wpływy bardzo wczesnego Cannibal Corpse, Immolation, ale można tutaj usłyszeć też trochę naszego Vader… Chwilami ten materiał kojarzy mi się również z Devilyn, ale to głównie chyba z powodu wokalu i brzmienia. znajdziemy tutaj też kawałek bardzo mocno inspirowany wczesnym Morbid Angel – „Rebirth pt I”. Widać więc, że muzyka Valgrind jest bardzo zróżnicowana. I przyklasnąłbym temu wszystkiego z całych sił, gdyby nie fakt, że „Morning Will Come No More” trwa prawie godzinę. Dla mnie jest to o wiele za dużo, nawet zważywszy na fakt, że muzyka Valgrind sama się broni. Po prostu płyta death metalowa ma (dla mnie) wpaść w odtwarzacz, przykurwić i zostać puszczona raz jeszcze, a tak – pomimo że wszystko jest okej, nie zawsze mam ochotę zapuścić „Morning Will Come No More” właśnie z uwagi na czas jej trwania. Ot, taka subiektywna sprawa, no ale nic na to nie poradzę. I poradzić nawet nie chcę.
Poza tym jednym zgrzytem debiut Valgrind jest porcją (za dużą niestety) porządnego death metalu. Na moje pocieszenie – podobno nadchodzący materiał Włochów ma być bardziej skondensowany czasowo. Jeśli muzyka będzie na tym samym poziomie, wówczas będzie bardzo dobrze.
Ocena: 7,5/10
Tracklist:




