Wydawca: Darkness Shall Rise Productions
Darkness Shall Rise Productions znana jest przede wszystkim z dojebanych kasetowych boxów, ale od pewnego czasu Niemcy zaczęli również wydawać tak zwaną bieżączkę. A jednym z takich przykładów jest recenzowany właśnie Ulvenhunger.
Możliwe, że ich nie znacie, bowiem niniejszy krążek to debiut (który zresztą dopiero będzie miał premierę). Tworzą go muzycy norweskiego Cadaver i Disgusted, a sesyjnie w nagraniach wziął udział basista Order oraz nie kto inny jak Frost z Satyricon. No to już żeśmy się sobie przedstawili, a teraz porozmawiajmy, co znajdziemy na „Retaliation”.
Zasadniczo dostajemy tutaj black metal ze sporą domieszką death metalu. Mogliście się tego spodziewać po składzie, prawda? No to powiem Wam jeszcze, że Ulvenhunger przede wszystkim porusza się na klasycznej płaszczyźnie, bez silenia się na eksperymenty. Wychodzi im to solidnie, ale raczej nie wiele ponad to. Słychać, że ten zespół tworzą doświadczeni muzycy, którzy z niejednej błony dziewiczej spijali krew, bo na pierwszy rzut ucha tym kompozycjom nie da się niczego zarzucić. No może jedynie poza tym, że po kilkunastu odsłuchach (jeśli nie kilkudziesięciu) niewiele mi pozostaje w głowie i pamięci. Notka prasowa mówi o wpływach Carpathian Forest, Gorgoroth czy Darkthrone, ale ja ni chuja ich tu nie słyszę. Owszem, w kilku numerach słyszę Bathory z ery „…of Return” i to bardzo wyraźnie. Słyszę też raczej trudny do określenia miks black i death metalu, jednak bez wyraźnych odwołań. Może ciut Dissection, Zyklon, 1349… Może i ten nowszy Satyricon – tylko nie wiem, na ile to faktyczne wpływy, a na ile autosugestia wywołana osobą pałkera na „Retaliation”…
Niestety, wydaje mi się, że poza tymi numerami jakby żywcem podjebanymi Quorthonowi, tak reszta wypada odrobinę bezpłciowo. Innymi słowy – idealnie pokrywa się z okładką tego krążka, która tak naprawdę nie wiadomo co przedstawia i jeśli po jej zobaczeniu ktoś Was poprosi o opis, zapewne będziecie mieli trudności z odpowiedzią. Z muzyką jest bardzo podobnie. Nie jest zła. Nie jest też świetna. Jest po prostu solidna, a przy takiej ilości płyt, które ukazują się każdego miesiąca to niestety trochę za mało.
W przypadku Ulvehunger mam wrażenie bazowania trochę zbyt na składzie, a za mało na kompozycjach. No ale zobaczymy, może z czasem będzie się robiło ciekawiej. Póki co ja odstawiam na półkę i szybko raczej do „Retaliation” nie wracam.




