Wydawca: Godz ov War Productions

Gregu jak zawsze lubi zaskoczyć słuchacza. Tym razem niespodzianką jest pierwszy pełniak rodzimej Udręki, zapewne wyszarpany z rąk jakiejś przećpanej gówniażerii, która w bramie kontemplowała wieczność młodości i nihilizm betonu. A ja, mimo specyfiki tego albumu, nie mogę się zmusić, by go hejtować.

Ale od początku. Wspomniana Udręka, to świeży, kielecki projekt w podziemiu, który w 2023 r. zaatakował swoją debiutancką EPką, by w tym powrócić z długograjem. Ogniem napędowym hordu jest przede niejaki Zimny (ale nie wiemy, czy drań), który ma za sobą doświadczenie w Doombringer i Boneharm, wspierany przez, znanego również z Doombringer, Desolatora. Teraz, na poczet grania na żywo dołączyło do drużyny dwóch kolejnych wojowników, więc będzie wesoło.

Już sama okładka nasuwa skojarzenia, że będzie nietypowo, a jeśli czyjeś myśli uciekły w stronę debiutu Biesów lub debiutu Gruzji, to nie pomylił się. „Nieistnienie” prezentuje swoje podejście do black metalu wyciągając codzienną frustrację, szarość oraz brud, w czym przypomina wspomniane wcześniej hordy, ale jak wspomniałem, robi to we własnym stylu. Czuć tu wyraźnie black metalowy sznyt, ale ze sporą domieszką punkowej dzikości, co nie powinno dziwić zważywszy na doświadczenie Zimnego. Riffy są naprawdę dobrze napisanie i odegrane. Gdy trzeba spadają rzęsiście, jak razy, a w innym momencie sączą się, niczym wstrzyknięty w żyłę narkotyk. Napisałbym, że heroina, ale patrząc na klimat Udręki, to bliżej temu do kompotu. Weźmy taką końcówkę „Światła”, w której gitara, wspomagana przez nucący bas, śpiewa ten swój żałobny tren powoli rozpływając się w nicość. Albo, nasuwający nieco skojarzenia ze Sznurem, świetny „Rozkład” z powolnym, ale melodyjnym riffem, który kroczy marszowym tempem narzucanym przez świetną pracę basu oraz łupiącą perkusję (i przypomina mi motywy z „Dziurawego Świata” Morowych). No przecież to jest kapitalne. O perkusji i basie więcej wspominać już nie będę, bo zdążyliście się zapewne domyśleć, że jest w pytę.

Z minusów przede wszystkim wskażę na kurewsko nie leżący mi wokal. Więcej jadu, więcej obrzydzenia, a nie tylko chrypka po paczce fajek i będzie cacy. Ma się też ogólne wrażenie, że brakuje czegoś chwytliwego w całości płyty. Są tego przebłyski właśnie w „Rozkładzie” i „Świetle”, czy jak wjeżdża ta punkowa (albo hardcore’owa, nie znam się dobrze na tym), ale ogólnie trochę się to rozłazi, a w konsekwencji nie zostaje w pamięci, a szkoda.

Nieistnienie„, to ciekawa płyta. Czuć, że ludzie za nią stojący znają się na rzeczy i potrafią w komponowanie muzyki. Całość jeszcze do dopracowania, ale może to i dobrze, bo jest miejsce na rozwój. Warto sprawdzić.

Bart
774 tekstów

Piękny, dostojny inteligent. Miłośnik jadła, tynktur i gór, któremu wydaje się, że umie pisać.

Nargaroth „Apocalyptic Steel”Recenzje

Nargaroth „Apocalyptic Steel”

PathologistPathologist12 września 2026
Tyrant Wrath „Dödsdans”Recenzje

Tyrant Wrath „Dödsdans”

OracleOracle11 września 2026
Damask „Three Times Ten”Recenzje

Damask „Three Times Ten”

OracleOracle10 września 2026

Skomentuj