Miesiąc maj ma w sobie coś takiego, że człowiek się rozleniwia, ma ochotę zwolnić, napawać się rozkoszną zieleninką, skakać po łące z siatką na motyle, łapać pierwsze promienie słońca, wąchać niezapominajki, zakochać się… ekhem, bez przesady. O właśnie, zwolnić.
„Perpetual Blackness” to materiał, który do nieśpiesznych z całą pewnością należy, ale i nie ciągnie się jak świńskie jelita. Prosty, dobrze okrojony z niepotrzebnych ścięgien kawał mięsa i może nie byłoby w tym nic co by mnie jakoś specjalnie przetrąciło pogrzebaczem, gdyby nie wokal. Peany pochwalne w stronę Pana Matthiasa H. basującego przez moment w Beyond (czczę) pod jakże frymuśnym pseudonimem M. (obecnie w The Fog jako V.Lord i dobrze, że nie został przy tamtym pseudo, bo by mi się zlewało pewnie z polską sceną nieco) Co istotne, nie grają w kapturach, więc są chyba mniej narażeni na krytykę z pewnych stron. Ja się jakoś specjalnie czepiać nie będę. Krążek siada po pierwszym odsłuchu. Z czasem może się komuś znudzić, ale rozkoszne jest połączenie tych kanciastych gitar bez sadzenia zbędnych girland i wokalu, który powoduje uczucie pękających wrzodów. Ciągle o nim… no nic nie poradzę, on tu robi największy gnój. Prawie wszystko tu jest zjadliwe, tylko ten ostatni kawałek jakoś omijam. Motyw od 3:30 minuty ciągnie się jak smród po gaciach. Mam wrażenie, że ten song jest jakiś „na dopchanie”, ale może się mylę. Całość może i nie robi mi tak bardzo jak powiedzmy kult typu fiński Unholy czy będąc bardziej w niemieckim grajdołku i nie cofając się daleko w przeszłość, ciekawszy na dzień dzisiejszy – Chapel of Disease, ale warto się nad tym pochylić. Jeśli nie będą o sobie przypominać to pewnie znikną jak bździna w zamieci, ale coś mi szepcze do uszka, że mogą jeszcze zamieszać w kotle.
Ja tam aprobuję taki niemiecki sznyt. Prosto w mordę. Coś dla brzydkich ludzi z fatalnym gustem. Brać nie wybrzydzać. (Miotałam się z oceną jakbym miała PMS, ale go nie miewam, w przeciwieństwie do części Szanownej Redakcji tego wybitnego webzina. Dziwne rzeczy się tu dzieją. Pozdrawiam całą Redakcję z tego miejsca. Ślę moc uścisków)
Ocena: 7/10
Tracklist:
| 1. | Inaneness | ||
| 2. | Crawling Doom | ||
| 3. | Entropy Pillars | ||
| 4. | Creeping Lunacy | ||
| 5. | Gloom Shoals | ||
| 6. | Perpetual Blackness | ||
| 7. | Grievous Scourge |






A coś o muzie poza tym, że gitary kanciaste?