Wydawca: Agonia Records
Ja mam z zespołem Thaw dość dziwną relację. Z jednej strony znam ich muzykę, lubię i szanuję, z drugiej jednak strony, zawsze z płyt była ona dla mnie nieco mniej ciekawa niż na żywo. To dopiero wykonanie „live” poszczególnych utworów potrafiło mnie dosłownie wbić w ziemię. Gdy zamknę oczy i przypomnę sobie jak zabrzmieli na koncercie przed Triptykon parę ładnych lat temu w Krakowie, to dosłownie lodowaty chłód mi przechodzi przez plecy, a włos się jeży na klacie. Takie to miało pierdolnięcie.
Dlatego w cholerę żałuję, że nie wybrałem się na jeden z koncertów promujących „Fading Backwards”, bo skoro sam materiał mną tak poniewiera w domowym zaciszu, to co by się musiało dziać przy prezentowaniu tej muzyki na żywo… ? Dla mnie to jest pierwszy album, który z czystym sumieniem uwielbiam od początku do końca. Moim zdaniem czegoś tak miażdżącego nie nagrali do tej pory nigdy… Płyta ma tak niesamowity ciężar emocjonalny, że potrafi człowieka wymiąć, zgnieść, rozszarpać, a następnie złożyć w całość, dać kopa w dupę i powiedzieć „spierdalaj”. Dla mnie jest to muzyka tak przepełniona emocjami niepokoju, rozterki, dramatu, że komukolwiek z problemami emocjonalnymi tego typu nie polecam jej zdecydowanie. Można też próbować się z „Fading Backwards” zmierzyć starając się jednocześnie przepracować kumulujące się w człowieku negatywne emocje, ale z jakim skutkiem? Nie wiem. Mnie ta płyta potrafi przygnieść do ziemi, i nie puścić od pierwszej do ostatniej sekundy. Nie wiem czy to natężenie dźwięków, czy ich gęstość, a może totalnie odhumanizowane wokale.
Jest w tej płycie jakieś pierwotne zło. Tego się nie da do końca opisać. To trzeba posłuchać w ciemnym pokoju i zmierzyć się samemu z muzyką tworzoną przez Thaw. Dla mnie totalny kosmos, w który odpłynęli jest najlepszą muzyką, jaką udało im się stworzyć od początku istnienia. Najlepszy Thaw i poważny kandydat do topki tego roku.
https://www.facebook.com/THAWnoise





