Kieruję się w życiu taką zasadą, że dobrego doom metalu i pieniążków nigdy za wiele. W związku z tym z ciekawością przyjąłem do recenzji EPkę Starless Void zatytułowaną „Starless Void”.
Ekipa pochodzi ze Śląska i wypuściła właśnie osiemnastominutowy materiał. Dla mnie – idealnie. A więc zajmijmy się tym, co dostajemy w środeczku. Cztery numery, wszystkie oscylujące wokół doom metalowego pnia, z różnymi inspiracjami w zależności od numeru. No na przykład pierwszy kawałek – ja tam słyszę Acid Witch w chuj. I w ogóle jakoś tak generalnie słyszę echa zespołu z Detroit na „Starless Void” dość wyraźnie. Ale też inne zespoły, z naciskiem na klasyczne nazwy: Black Sabbath, Pentagram czy Candlemass. Wszystko zagrane naprawdę spoko – kompozycje bujają i wpadają w pamięć, a dla mnie to czynniki sine qua non takiego grania. Głęboki growl z kolei chwilami nakazuje mieć skojarzenia z fińskimi doom/death metalowymi potworami – co też mi pasuje. Do tego wykręcili fajne brzmienie tej EPki. Jest grubo, ciężko i mięsiście.
Jak więc sami widzicie, spoko ten Starless Void. Mam nadzieję, że to nie będzie ich ostatnie słowo i wkrótce usłyszymy jeszcze jakiś dum metal ze ślunska. Ja propsuję.





