Jest to debiutancka płyta Sovereign więc wcale się nie zdziwię, jeśli ktoś – podobnie jak ja – nie słyszał o tym zespole wcześniej. Dzięki Chaos Vault ma natomiast szansę o nich usłyszeć, a także przekonać się, czy w ogóle warto.
A to jest już bardziej złożona kwestia. Bo niby wszystko w tym black metalu jest na miejscu – trochę zimno, trochę agresywnie. Cały czas ma się wrażenie, że gdzieś się już te dźwięki słyszało, ale nie jest się pewnym gdzie… Czy to był Watain, czy może Mayhem… Chodzą człowiekowi po głowie później takie rozkminy. Bo serio, przez całą długość „Nailling Shut the Sacrosanct Orifice” łapię się, że jakbym miał czasu i odsłuchał kilka (kilkanaście płyt) to wskazałbym na nich podobne fragmenty. Nie jest to do końca zarzut, bynajmniej. Zarzutem jednak jest to, że debiut Sovereign to trochę taki album bez historii. Jedyne, co zapadło mi w pamięć to nagłe przejście w stronę DSBM w „Sulfur’s Cross”, nie do końca udane zresztą. Najgorsze jest to, że ten album nie chce się skończyć! Czterdzieści pięć minut trwa i trwa. I naprawdę nie mogę znaleźć tu niczego, na czym mógłbym na dłużej ucho zawiesić. Trochę szkoda, bo słychać, że grajkowie coś tam pewnie mogą, tylko, że kompozycje są jakby wyzute z uczuć. No przelatują i tyle.
Czy więc warto? Jak dla mnie – niekoniecznie. Z jednej strony, niby jest to debiut, z drugiej – ci goście nie wyglądają na szesnastolatków. Ujmę więc tak – nie kupiłbym tego krążka za 15 złociszy. Za dychę bym się może zastanowił.
Ocena: 6/10
Tracklist:





