Skip to main content

Oracle: Hailz Snêť! Przede wszystkim chciałem Wam pogratulować debiutu – „Mokvani v okovech”, idealnie wpisuje się w moje death mealowe gusta! No i większość recenzentów raczej zgadza się z moją opinią, podejrzewam więc, że jesteście raczej zadowoleni z odzewu na tę płytę?

Hnisatel: Hej, dzięki że znalazłeś miejsce dla nas w swoim ziniaczu. Tak, przyznam że nie spodziewaliśmy się, że ten krążek będzie takim sukcesem. Album wyprzedał się w przedsprzedaży, co jest kapitalne – teraz czekamy na drugi repress. Otworzył też dla nas wiele drzwi. Nie jestem pewien, czy „satysfakcjonujący” to dobre słowo. Już myślę o kolejnym wydawnictwie, które chcemy zrobić jeszcze lepiej, które będzie krokiem na przód w porównaniu do debiutu. Jest w tym wszystkim taka niewielka presja, ale to dobrze. Ale wracając do tematu, tak – jest dobrze. Na przykład dziś byliśmy w pierwszej dziesiątce najlepszych albumów death metalowych magazynu CVLT Nation. Więc dzieje się.

Řád Zdechlin: I’m absolutely wypierdaleny! (tak to napisał I podoba mi się to na tyle, że nie będę tego tłumaczył, hehe – przyp. Oracle). Tak, jesteśmy zadowoleni z tego, że rzeczy które robimy tylko dla swojej satysfakcji przysparzają nam tyle uwagi ze strony innych.

O.: Nie mogę znaleźć zbyt wiele informacji o Snêť, wydaje mi się też że jest to pierwszy wywiad dla zina z Polski (a przynajmniej takim by był, jakbym nie czekał osiem miesięcy na odpowiedzi, hehe!) – czy moglibyście więc powiedzieć trochę o powstaniu Waszej hordy?

H.: Nasz wokalista Řád Zdechlin I ja bardzo lubimy Polskę, mamy tu wielu przyjaciół, utrzymujemy z nimi kontakty, mieliśmy też przyjemność grać u Was z naszymi innymi zespołami. Mam nadzieję że uda się to również ze Snêť. Ponadto mój ojciec jest fotografem i wydał na przykład serię na temat architektury nowych polskich kościołów. Wraz z Ransoličem prowadzimy Kreas Crew, gdzie promujemy podziemne zespoły death metalowe, zabookowaliśmy bardzo dużo kapel kóre występowały na przykład na Killtown i zawsze brakowało nam wsparcia czeskich zespołów, haha! Spędziliśmy masę wieczórów pierdoląc o starym, podziemnym death metalu i ostatecznie stwierdziliśmy że musimy wziąć sprawy w swoje ręce – spróbować z własną kapelą w tym temacie. Zaczęliśmy więc jammować w moim salonie z Obří katem. No i obaj byliśmy w zespołach, które aktualnie nie były w ogóle aktywne… Potem w nasze okolice południowych Czech przeniósł się Leproductor z grindowego Kaosquad. Nasz multiinstrumentalny perkusista Krutorr pochodzi z wioski nieopodal Sázavy, gra odkąd skończył dziesięć lat a obecnie udziela się jeszcze w nowym projekcie – Mordloch, a także na gitarze w Ficken Leben. No i jeszcze nasz wokalista Řád Zdechlin, który jest świetnym tatuażystą i malarzem. Do tego wyje też w punkowym składzie Vole. No i tak się nam ułożyły te puzzle.

R: Polska to świetny kraj! Bardzo go lubię, ale macie też sporo rzeczy których szczerze nienawidzę. Kontrowersje wokół aborcji na ten przykład. Ale wasze imprezy, czy też ludzie ze sceny metalowej i punkowej – doskonałość! Hail dla Warszawy, Krakowa, Torunia i Wrocławia!

O.: Wasze promo z 2019 roku zawierało tylko dwa numery, ale to wystarczyło żeby ludzie w podziemiu zaczęli się Wami interesować. Natomiast na stronie B tej promówki zamieściliście zapis Waszego pierwszego koncertu ever. Bardzo spoko pomysł, ale niestety nie jestem w posiadaniu tej taśmy, co więc możecie powiedzieć o samym koncercie?

H.: Bardzo fajne pytanie! To był koncert, który promowaliśmy właśnie jako Kreas Crew, miał miejsce w naszym rodzinnym mieście, w klubie 007, byliśmy więc cholernie przejęci. Ja byłem bardzo zdenerwowany, zawsze jestem, to taka rzecz, której nie umiem się pozbyć od lat. Poza tym dopiero przyzwyczajałem się do gitary Floyd Rose, wcześniej używałem Les Paul, ale zdecydowałem że chcę coś bardziej ekstremalnego, a także że mam ochotę na solówki przy użyciu wajchy, kupiłem więc z drugiej ręki BC Richa Iron Bird, co już samo w sobie było dziwne. Pamiętam też że wszyscy piliśmy norweski gin cyz wódkę zanim weszliśmy na scenę. Tłumek był wcale niemały, wielu przyjaciół, a także sśób, które wiedziały że jesteśmy nowym zespołem, byli więc dość podekscytowani. Ale jak już weszliśmy na deski, było naprawdę dobrze.

R.: To był fajny gig wraz z Krypts. Legendarny niemal. No i na pewno też mocno najebałem się tamtej nocy.

O.: Rzeczona promówka ukazała się nakłądem dwóch różnych labeli – Lycanthropic Chants i Burning Coffins Records. Dlaczego wydaliście to nakładem dwóch oddzielnych wytwórni?

H.: O ile dobrze pamiętam, sami się do nas zgłosili. Wiesz, dla nas był to mały cud, że dwie zagraniczne wytwórnie zdecydowały się wypuścić nasze dwuutworowe promo. Poza tym Steffen z Lycanthropic Chants wypuścił bardzo fajną wersję „„Mokvani v okovech”.

O.: Promówka ma bardzo prymitywny front cover. Rozumiem, że to było zamierzenie, żeby wypuścić coś takiego i przez to pokazać Waszą więź z początkami sceny? Przy okazji, jaka jest Wasza ulubiona okładka jeśli chodzi o death metal?

H.: Dokładnie tak było, chcieliśmy czegoś zgniłego, co dodatkowo pachniałoby zapachem starej maszyny xero, żeby przywołać tamte lata. Wszyscy jesteśmy fanami takiego stylu. Ja totalnie go uwielbiam. Kocham stare ziny i demówki, to wszystko płynęło wtedy prosto z serca. Jestem grafikiem komputerowym, Řád Zdechlin jest tatuażystą i malarzem, więc może przez to mieliśmy dość jasną wizję, jak chcemy by to wszystko wyglądało. Oczywiście rozmawialiśmy na ten temat całym zespołem, a uwierz mi – czasem znalezienie kompromisu jest bardzo trudne.

R.: Tak, usiedliśmy w mojej kuchni z Hnisatelem i postanowiliśmy, że tak to będzie wyglądało. Uwielbiamy stare demówki, więc może z uwagi na to nasza promówka przypomina trochę stare wydawnictwa Abhorrence czy Convulse. A jeśli chodzi o najlepsze okładki – Nocturnus „The Key” albo Kataklysm „Temple of Knowledge”.

O.: Z kolei totalnym przeciwieństwem jest okładka debiutu, w chuj ją lubię. Jest chora, a zarazem nie jest takim typowym death metalowym obrazkiem, zgodzicie się ze mną?

H.: Tak, zgadzam się z Tobą – to oryginalny obraz Řáda Zdechlina i przykład jego charakterystycznej maniery. Te porąbane, powykrzywiane twarze są dla mnie czymś magicznym nadają też charakteru muzyce. Pamiętam, że mieliśmy długą dyskusję na temat okładki i mieliśmy do wyboru kontynuowanie prymitywizmu z promo lub wykorzystanie pełnego obrazu na potrzeby tej płyty. Wybraliśmy tę drugą opcję – bo to miał być kolejny krok na przód, tak jak krokiem naprzód było wydanie pełnowymiarowego materiału. Tego rodzaju obrazy są nadal czymś klasycznym dla death metalowych okładek, jednak nasza jest chyba ciut oryginalniejsza od pozostałych. Cieszymy się, że możemy być niezależni jeśli o to chodzi, poza tym to jednak jest fajna sprawa z wymyślaniem własnego covera.

Řád Zdechlin: To była tylko próba, nie oczekiwałem po niej wiele, więc tak naprawdę reszta tego obrazu nie jest gotowa. Ukończyłem praską Akademię Sztuki, ale od tego czasu zmieniłem też swoje podejście do malarstwa. Dla mnie osobiście było to więc wyzwanie.

O.: A Jak długo powstawało „Mokvani v okovech”?

H.: Nie jestem do końca pewien, ale coś około roku? W momencie gdy nagrywalismy promo mieliśmy gotowych już chyba z jeden czy dwa kawałki. Po promówce chcieliśmy zrobić czteroutworową EPkę, ale nasz pałker złamał nogę, musieliśmy więc czekać, aż będzie mógł grać. Do tego czasu nie siedzieliśmy na dupach, tylko komponowaliśmy kolejne kawałki. Ostatecznie połapaliśmy się, że wystarczy ich, by nagrać pełnowymiarowy album.

O.: Poza faktem, że ten krążek jest chory jak skurwysyn, równocześnie jest bardzo dobrze przemyślany. Jak wiele czasu spędzacie nad numerami, aż stwierdzacie – no, to już jest to, wystarczy?

H.: Trudno powiedzieć, to raczej naturalny proces między nami. Spędzamy wraz z Ransoličem mnóstwo czasu nad harmoniami. On jest wielkim fanem Thin Lizzy, więc sam się domyśl skąd to się nam wzięło, haha! Nie mogę ponadto odpowiedzieć na to w odpowiedni sposób, bo dotychczas nie znaleźliśmy klucza do komponowania. Czasem podstawa numeru to tak naprawdę dwie próby kiedy indziej – kilka miesięcy. Czasem ważne jest też, by ruszyć dalej gdy coś nie działa albo by zacząć całkiem od początku, nawet po długim czasie i postarać się, by tym razem zażarło.

Oracle: W jednym z wywiadów powiedzieliście, że wasze teksty opierają się głównie o sny i koszmary. Nie wiem dlaczego, ale od razu skojarzyło mi się to z takim starym czechosłowackim filmem „Palacz Zwłok”. Tam była właśnie taka oniryczna, lekko makabryczna atmosfera. To była też dla Was jakaś inspiracja, czy już przesadzam, hehe?

H.: W jakiś sposób na pewno, to dość klasyczny film, więc masz rację, mógł na nas wpłynąć. Jednak to pytanie raczej skierowane jest do Řáda, on jest głównym autorem tekstów, ja tylko czasem coś dorzucę od siebie, z mojego zwichrowanego młodzieńczym satanizmem podejścia do tekstów – ruchaniu trupów czy marzeniu o płonącym Betlejem, haha! No ale nie poradzę, lubię nastoletnie podejście do muzyki, a może nawet do całego życia, wiesz – to powinna być w jakiś tam sposób zabawa!

R.:To pierwszy „artystyczny” film jaki widziałem. W podstawówce, w klasie muzycznej. Potem puszczałem tam numery Cannibal Corpse. Jedna dziewczynka, która była świadkiem jehowy wsadziła sobie wtedy palce w uszy – prawdopodobnie to grzech słuchać death metalu. A „Palacz Zwłok” jest kurwa najlepszy!

O.: Teksty Snêť są po czesku, co bardzo mi odpowiada. Z jednej strony bardoz często spotykam się z polskimi tekstami, które brzmią po prostu chujowo. Nie obawialiście się, że będzie podobnie i czeskie teksty będą brzmieć chuowo, przynajmniej dla Czechów? Oraz że ludzie spoza Czech nie będą chcieli słuchać Snêť bo macie czeskojęzyczne teksty?

H.: Nie i Nie, hahaha! Wiesz, jednak to wciąż jest growl i jakieś tam pomruki, nie czyste śpiewanie, jak u jakiegoś Schuldinera. Jeśli ktoś jest zainteresowany, to wszystkie nasze teksty są przetłumaczone w doskonały sposób na naszym bandcampie, no i we wkładkach do fizycznych wydawnictw. Myślę, że takie myślenie nie sprawdza się w przypadku takich gatunków jak death metal. Nie dalej jak dwa dni temu znalazłem w sieci wspaniały hard rockowy zespół z Chin – Hēi Bào (a w tłumaczeniu Czarne Pantery) i pomimo że ni chuja ich nie rozumiem, to jaram się totalnie ich muzyką.

R.: Cóż, niektóre teksty brzmią chujowo bez znaczenia czy są przetłumaczone czy nie, więc może lepiej ich czasem w ogóle nie rozumieć.

O.: Podejrzewam, że jak na razie sytuacja koncertowa Was nie rozpieszcza, jednakże ten rok maluje się w naprawdę fajnych barwach – zaanonsowaliście koncerty w Meksyku czy na Kill Fest. Pewnie jesteście podjarani takim stanem rzeczy, co nie? No i kilka dni temu (to znaczy w momencie gdy pisałem pytania) mieliście release party Waszego debiutu. Jak wrażenia po tym koncercie?

H.: Tak, Meksyk, Kill Town i jeszcze parę innych zajebistych imprez czeka nas w tym roku. Nasze lato było naprawdę pracowite, zagraliśmy na takiej małej wersji Brutal Assault,ig w Kapu i parę innych. Release Party było naprawdę dużą imprezą. To był nasz pierwszy naprawdę duży koncert po lockdownie. Przybyło wiele osób, również z zagranicy, zgromadziliśmy więc niezły tłumek, coś ponad trzysta osób. Było zajebiście, spełniło się jedno z naszych marzeń.

O.: Pochodzicie z Pragi, osobiście byłem tam tylko dwa razu ale uwielbiam to miasto! Co prawda macie tam u siebie najobrzydliwszy tani hotel w jakim kiedykolwiek spałem, co nazywa się Liben, ale macie też w chuj świetnych miejsc. Może polećcie więc jakieś miejsca, do których metaluch taki jak ja powinien zajrzeć w Waszym mieście? Jakieś podziemne sklepu z muzyką albo puby? Niestety gdy tam u Was byłem nie mogłem żadnego namierzyć.

H.: Hahaha, znam ten hotel, jest paskudny! Cóż, najlepszy i zarazem najstarszy klub w mieście i zarazem w Europie to 007 na wzgórzy Strahov, ma ponad pięćdziesiąt lat. Niezły jest też Underdogs Ballroom na Śmichovie, fajna jest też Modra vopice. Jeśli chodzi o typowo metalowe przybytki to oczywiście kultowy Hells Bells pub, Wombat cafe, Error na Palmóvce, w którym jednakże nigdy nie byłem, hehe! Możesz sprawdzić Bohuzel Bar w Žižkovie, Suchá dáseň, Bar naPalmě i wiele innych. Jesli jesteś weganem, zajebiste jest Sabotage Bistro. Sklepy to przede wszystkim Rekomando, gdzie znajdziesz zajebiste winyle punkowe, hardcore’owe czy metalowe. Taki stary sklep co nazywa się Bazar CD na Vodičkovej, mają tam często super wydania z Japonii.

R.: Najlepsze miejsca to Prašivka na Praga 7, Na schůdku” blisko Jiřího z Poděbrad metro. Fajny jest też szpital dla psychicznie chorych Bohnice i cmentarz Olšanské hřbitový.

O.: Odwiedzę, szczególnie szpital! Lecimy dalej – czeski metal nie jest jakoś wybitnie uznany w podziemiu, niemniej jednak macie sporo fajnych kapel, przede wszystkim ze starszej generacji. Nie znam z kolei wielu młodych kapel od Was, jak myślisz dlaczego?

H.: Dokładnie, mamy wiele świetnych starych zespołów jak Pathologist, kultowy Krabathor, Malignant Tumour czy wiele innych, których w tym momencie nie kojarzę. Mieliśmy też sporo fajnych młodszych kapel, które niestety już nie istnieją – Escape the flesh, March of the Hordes czy Lack of Sun. No a z totalnie młodszych kapel – Brutally Deceased, Můra, Plague Patrol i Sick Sinus Syndrome z członkami Pathologist i Malignant Tumor.

O.: Z drugiej strony macie od chuja kapel z gatunku grind i jego najobleśniejszych odmian – gore grind, porn grind i tak dalej. Większość chujowych, ale zawsze znajdzie się tam jakieś spoko kapele. Tak więc to będzie albo trudne albo łatwe – co sprawiło, że Wy granie to co gracie? Czyli brudny death metal oczywiście.

H.: No tak, sporo tego, ale jakoś mnie bardzo nie obcodzą. Lubię Kaosquad i Insistent, którzy graą grinda w stylu starego Terorrizer czy Carcass.Nie jestem największym fanem grindcore’a na świecie, ale lubię sposób, w jaki wzięi death metal i metal ogólnie i pchnęli go stronę najwięszkej ekstremy. Lubię na przykład Galvanizer, Undergang czy Septage – za to jak mieszają wpływy w swoim stylu.

R.: Hemoroidy.

O.: Każdy ma też jakiś zespół, który w powszechnym odbiorze jest szanowany i lubiany, a komuś akurat on ni chuja nie leży. Macie takie kapele, które Waszym zdaniem są totalnie przecenione jeśli chodzi o death metal?

H.: Sněť! A tak szczerze, nie wiem czy to dobre pytanie w przypadku Ransoliča. Generalnie, nie lubię gdy zespoły starzeją się i w ogóle nie łapią aktualnego podejścia, mają jakieś dziwne efekty pirotechniczne i nawet jeśli szanowałem ich za wczesne wydawnictwa – teraz już mnie średnio obchodzą.

R.: Tak, Ransolič powiedziałby o Gatecreeper, Frozen Soul czy Sangublagubla. Ja z kolei uważam, że duża część dzisiejszych reunionów jest w ogóle pomysłem z dupy.

O. Oj tak. A jakie fajne kapele wpadły Wam ostatnio w ucho. Akuraniu pytań katuję sobie materiał od Rotten Coffin i jest naprawdę zajebisty, szczególnie jeśli ktoś lubi klasyczny szwedzki death metal. Albo Terrorpy, ale oni to bardziej death/grind… Dobra, ja poleciłem, tera Wy!

H.: Ostatnio słucham sporo Galvanizer, Worm czy Morbific, ale nie pamiętam tak naprawdę wszystkiego co przelatuje przez moje głośniki, jest tego naprawdę sporo. Muzyki słucham przede wszystkim w pracy, co jest akurat jej olbrzymim atutem, ale też wadą jest to, że nie pamiętam czego słuchałem na przykład godzinę wcześniej, bowiem nie koncentruję się na tym aż tak bardzo. Generalnie, ostatnio słucham wielu różnych gatunków, a jeśli już wjeżdżam w metal to zazwyczaj w totalną klasykę, pierwsze albumy i demówki.

R.: Morbific!

O.: Dobra, no to dzęki że przesłaliście w końcu te odpowiedzi, a zanim puszczę Was wolno – powiedzcie, czego słuchaliście odpowiadając na moje pytania.

H.: Najpierw słuchałem Amelie Siba, młodej czeskiej wokalistki folkowej, a potem przełączyłem się na Deicide i „Once Upon the Cross”.

R.: Hoyland – „In The Spell Of A Wintermoon”, taki tam numer z archiwum dungeon/synthu.

Oracle
17037 tekstów

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Skomentuj