Wydawca: 20 Buck Spin Records
To już czwarty album Ruin Lust, a ja dotychczas nie byłem świadom, że taka kapela w ogóle istnieje. Ale od czego się ma nosa do wydawnictw z 20 Buck Spin Records, prawda?
A szczerze, to nie wiem jakim cudem ominęła mnie ta grupa – wszak mieści się raczej totalnie w kręgu moich zainteresowań. Bo jak wiadomo, jestem schabem z Kejosa, więc prymitywny black/death metalowy napierdol jest bliski memu sercu. Wraz z „Dissimulant” pod Wasze strzechy zawita nawałnica dźwięków, które są wzorowane na kanadyjskiej szkole black/death metalu oczywiście, ale nie tylko – wpływy Revenge czy Conqueror mieszają się inspiracjami Angelcorpse czy Ares Kingdom. Z uwagi na to, Ruin Lust nie jest moim zdaniem typową war metalową kapelą – sięgają oni bowiem dalej i głębiej. Nie nastawiajcie się jednak, że to będzie chuj wie jakie eksplorowanie sceny. Ruin Lust gra prosto, dosadnie i bezlitośnie. Wściekłe blasty napędzają tę jebaną machinę, zwolnień tutaj wiele nie ma – riffy też kąsają jak pojebane, a krótkie świdrujące solówki wwiercają się w mózg, aż boli.
Inna sprawa, że po odsłuchu nie mam jakiegoś ciśnienia do powracania zbyt częstego do tej płyty – jest fajna, ale „tylko fajna”. Słucha się tego jednakże przyjemnie, i te osiem utworów doskonale sprawdza się w sytuacji, gdy uszy me łakną muzyki w stylu „napierdol”.
Ocena: 7/10




