Wydawca: Malignant Voices
Jeśli ktoś spyta mnie, co kojarzy mi się ze słowem piołun, to odpowiem szczerze, że solidna butla absyntu (O Jezu, napiłbym się krzynkie). Tymczasem odpowiedź ta powinna kojarzyć się jeszcze z lubelskim hordem, który właśnie celebruje narodziny swego drugiego dziecięcia.
Jeśli nie pamiętacie, to Piołun pochodzi z Lublina i jest głównie dziełem Sorha, znanego Wam z Blaze of Perdition, Manbryne oraz Oremus. Z początku Piołun był duetem, w którym Sorh produkował się z Vitorem, ale obecnie doszedł jeszcze, szarpiący struny basu, Neither. No fajen.
Muszę przyznać, że muzycznie „Exolvuntur” się broni. Przede wszystkim chwalę świetne partie gitar, które nie są jedynie bzyczeniem. Riffy są naprawdę dobrze napisane i świetnie się przeplatają z perkusją. Mile mi również robi całkiem wyraźnie brzmiąca partia basu. Całość podlana polskimi tekstami również, za co kolejny plus.
Ale jest też minus, duży. Nic, absolutnie nic nie zostaje w głowie po przesłuchaniu tej płyty. Włączałem ją wielokrotnie, słuchałem od deski do deski i nic. Mimo fantastycznej produkcji, mimo naprawdę dobrych riffów, fajnej lini basu oraz solidnej perki, „Exolvuntur” zawiera również potężne uczucie „znam to przecież” i to w tym nienajlepszym wydaniu. To wszystko już było i to zagrane uprzednio niejeden raz, w efekcie czego szybko dopada nas znużenie. Kurde, trochę szkoda, bo jak wspomniałem powyżej, muzycznie nowy Piołun się broni. Tylko co z tego, jak to jest kolejna odsłona tego samego typu grania, w której nie słychać własnego pierwiastka.
Mimo wszystko nie skreślam całkowicie „Exolvuntur„. Fani pozostałych kapel, w których udzielał się Sorh powinni być szczególnie zadowoleni. Reszta może po to sięgnąć w małych dawkach, wtedy ten krążek będzie jak znalazł.




