Wydawca: Transcending Obscurity Records
Słuchałem sobie właśnie doskonałej płyty Katharsis, ale ruszyło mnie sumienie, że może pasowałoby zrecenzować jakąś zaległość… Wzrok mój padł na nowy krążek Phasma, amerykańsko – greckiego duetu. No dobra, zróbmy to.
Phasma wcześniej nie znałem, a że jakiś czas temu dostałem do recenzji „Purgatory” to stwierdziłem że czemu nie – dawno nie opisywałem niczego z Transcending Obscurity Records. Rzut oka na bio – technical blackened death metal. No kurwa, nie sięgam wybitnie często po muzykę tego typu. Odpaliłem więc album i stwierdzam, że tragedii nie ma. Phasma gra muzykę brutalną, połamaną i faktycznie nieco przypalaną na czarno. Ale też słyszę tam wpływy deathcore’a. Tego to ja już w ogóle nie słucham, szczęśliwie duet z tego gatunku wyciągnął raczej jakieś downtempa, czasem jakiś krzykogrowl, bez cepeliady i chłopięcego, czystego jęczenia. Poza tym zdecydowana większość „Purgatory” opiera się po prostu o brutalny techniczny death metal. Znów – nie słucham nałogowo, szczególnie tego bardziej technicznego, ale nie za bardzo mam się o co do Phasmy przypierdolić. Jest to poprawne granie, chwilami porywa mnie bardziej (w tych brutalniejszych, bardziej motorycznych fragmentach), chwilami mniej – szczególnie w tych z blackowymi lub deathcore’owymi naleciałościami. Koniec końców jednak zespół wychodzi obronną ręką. Inna rzecz, że nie mam za wiele do powiedzenia o tej płycie ponad to co powyżej. Jest solidny, ale podejrzewam, że za pół roku zapomnę w ogóle o fakcie zrecenzowania takiej płyty jak „Purgatory”.
Ja raczej nie będę wracał. Wolę death metal z większą ilością gruzu lub flaków lub ku chwale Diabła. Nie przekreślam natomiast i nie neguję tego, co usłyszałem na trzeciej płycie Phasma, bo pewnie mają swoich odbiorców. I chwała im za to. Dla mnie – krążek solidny. I to wszystko.
https://www.facebook.com/PhasmaProject





