Wydawca: ATMF
O zespole Perished nie było mi wiele wiadomo do czasu, aż dostałem do recenzji wznowienie ich debiutanckiej płyty. Widać i takie krążki czasem się przydają.
Perished powstało w 1991 roku w Norwegii i grało black metal. Czy to już Was nakierowało na rodzaj muzyki, jakim parała się ta czwórka muzyków? „Kark” składa się siedem utworów, choć do nich na wznowieniu dorzucono jeszcze materiał z wydanej dwa lata wcześniej (w 1996 roku) siedmiocalówki. Nie wiem ilu z Was pamięta tamten okres, ale to były czasy gdy materiały black metalowe z Norwegii napływały kilogramami, a większość wzorowała się na Emperor, Dimmu Borgir czy Enslaved. I właśnie te trzy kapele przychodzą mi na myśl podczas słuchania „Kark”. Nie powiem, żeby słuchało się tego jakoś wyjątkowo źle, no ale skoro ja o Perished wcześniej nie słyszałem (lub nie kojarzę) to chyba właśnie tu jest pies pogrzebany: zespołów grających tak jak oni było w latach dziewięćdziesiątych setki i widać po prostu kapela z Hommelvik nie wyróżniała się niczym szczególnym. Szybkie i agresywne granie łagodzone nutą melodii i szczodrym klawiszem – pewnie jak rzucę kapciem w półkę z kasetami to spadną mi z trzy pozycje naraz, które można by tak opisać. Takie wznowienie jest fajne, ale pewnie dla tych kilkunastu – kilkudziesięciu osób, które po premierze zajechało taśmę czy kompakt i teraz chciałoby się poczuć o osiemnaście lat (i pewnie kilo) młodziej. Dla reszty raczej niepotrzebne.
Ale żeby nie było – sama muzyka się broni. Jest po prostu przykładem fali black metalu z połowy lat dziewięćdziesiątych.
https://www.youtube.com/watch?v=ZMUbZzoxDDc
Tracklist:





