Wydawca: Selfmadegod Records
Dzyń dzyń!
Przepraszamy, że tak przed świętami, ale czy mają państwo pół godziny, by porozmawiać o grind corze? Ewentualnie – czy mają państwo pół godziny by powrzeszczeć o grind corze? O takim klasycznym, co dużo w nim klasyki gatunku, a także nie mniej punka? Wybornie, pan pozwoli że się rozgościmy. Tu usiądziemy my, tam ustawimy głowicę nuklearną, tam wzmacniacz, a tutaj kratę piwa. Na środku pokoju odpierdolimy sobie dziwki mosh, a kolega Sylwester wyrzyga państwu do ucha co mu leży na wątrobie. Że hałasujemy, że jest dziko? No kurwa, panie kochany, a jak ma być? Ma się lać wódeczka (a ma być zimna i gęsta) i ma napierdalać grind, żeby pannice i kawalerowie odstawiali dziki mosh, a wszystko będzie zgodnie. Że sąsiedzi biją w kaloryfer bo zagłuszamy walenie karpia młotkiem w głowę? No, wypraszamy sobie, co złego to nie my! Zawsze mogą tłuc równo z kolegą Radkiem, a że z karpia zostanie niewiele, to już nie jest winą naszą. Tak, te gitary muszą tak mielić, ale czy pan szanowny nie poznaje tutaj wpływów Terrorzier, Napalm Death lub tudzież na przykład Defecation? No to się rozumie, żadnych krótkich pięciosekundowych strzałów, grind core ma bujać i ma miażdżyć – naraz, a nie osobno. Dlatego przyprowadziliśmy chłopaków z Nuclear Holocaust, ażeby to unaocznili… o przepraszam, unausznili Państwu. Miło nam, że Państwo to doceniają. I tak – tynk się sypie ze ścian, bo tak powinno być. Przynajmniej zawsze, gdzie prezentowaliśmy „Bombing Thrashing Grinding” tak było i myślę drogi panie, że się to nie zmieni.
Ale jak to mamy wyjść? Jak to, Państwo na księdza czekają? No nic tu po nas w takim razie, idziemy na wódeczkę pod garaże.
Ocena: 8/10
Tracklist:




