Wydawca: Sepulchral Voice Records

I kolejna wyborna death metalowa płyta, choć nie jest już taka ciepła, jak prosto z tłoczni. Ale nie ważne, bo album Necros Christos to płyta jedna z lepszych, jakie odwiedziły mój odtwarzacz od bardzo długiego czasu. Jeśli nie w ogóle.

„Doom Of The Occult” to jak Wam wiadomo, ciężki i monumentalny death metal, którego korzenie z jednej strony tkwią w klasyce, z drugiej strony pokazują, że jest szansa na to, iż nie wszystko w metalu śmierci zostało już powiedziane. Berlińczycy nie ścigają się tutaj z wiatrem, nie chcą być bardziej śmierdzący niż miesięczne zwłoki wyłowione ze gnojówki, ani bardziej cmentarni niż zakład pogrzebowy. Ich muzyka poraża swoją mocą, gdzie mordercze riffy natchnięte są niemal duchową głębią, równocześnie uzmysławiając słuchaczowi, że death metal może być niemal… piękny. Mówię Wam prawdę, posłuchajcie tylko ich instrumentalnych miniatur, wprowadzających w utwory stricte death metalowe. To nietypowe jak na death metal instrumentarium pasuje do całości jak ulał – mało powiedziane, nie wyobrażam sobie tej muzyki bez spokojnych wschodnich akcentów, lekkich, będących doskonałymi kontrapunktami dla ciężkiego metalu śmierci. Niemcy, jak już wspomniałem, nie rozwijają huraganowych szybkości, ich utwory utrzymane są w większości w średnich lub wolnych tempach i może dlatego ich muzyka mieni się jako coś bardzo dostojnego, niemal arystokratycznego i wyniosłego, a zarazem morderczego, mrocznego… Gdzieś słyszałem porównanie Niemców do Nile, co jest oczywistą bzdurą, pomimo zastosowania podobnych patentów instrumentalnych. „Doom of the Occult” jest płytą bardzo spójną, wszystko pasuje do siebie, stanowi nierozerwalną całość – można odsłuchać sobie pojedynczych utworów, ale nie odbierzecie ich w odpowiedni sposób, jak przy przesłuchaniu całej płyty. I przyznaję – chwilami brakuje mi słów na opisanie tego, jak wspaniale operuje atmosferą ten zespół, jak płynnie przechodzi pomiędzy wszystkimi swoimi postaciami, cały czas równocześnie zostając w obrębie death metalowej sztuki.

„Doom of the Occult” zawładnął mną i spowodował, że wracam do tego albumu regularnie, prwaie codziennie. Jest to płyta genialna, polecam nawet tym, którzy nie siedzą na co dzień w death metalowych dźwiękach.

Ocena: 10/10

Tracklist:

1. Temple I
2. Baal of Ekron
3. Temple II
4. Hathor of Dendera
5. Gate I
6. Temple III
7. Necromantique Nun
8. Temple IV
9. Invoked from Carrion Slumber
10. Gate II  
11. Temple IX.99
12. Doom of Kali Ma / Pyramid of Shakti Love / Flame of Master Shiva
13. Gate III
14. Temple V
15. Succumbed to Sarkum Phagum
16. Temple VI
17. Visceras of the Embalmed Deceased
18. Gate IV
19. Temple VII
20. The Pharaonic Dead
21. Temple VIII
22. Descending into the Kingly Tomba
23. Gate V
Oracle
19429 tekstów

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Bûcher „Petrichor”Recenzje

Bûcher „Petrichor”

WojtuśWojtuś19 października 2026
Final Self „Liturgy of the Final Self”Recenzje

Final Self „Liturgy of the Final Self”

OracleOracle16 października 2026
Deprive „The Archaic Summoning”Recenzje

Deprive „The Archaic Summoning”

BartBart15 października 2026

2 komentarze

  • Śmieszny Czort pisze:

    Lepiej późno…itd. Miło poczytać reckę mimo iż wiem już o tej płycie wszystko 😉 Aż żal że niebawem band kończy działalność…ale może i dobrze. Lepej zejść w chwale niż udusić się wpierdalając własny ogon.

  • św. Michał pisze:

    Ja bym powiedział, że w przypadku tej konkretnej płyty porównania do Nile są dużo bardziej uzasadnione niż dość powszechne porównania do Acheron („bo powoli i z introdukcjami”). Oczywiście pod pewnym względem, takim czysto technicznym to kompletnie przeciwna półka niż Nile, ale pod względem duchoty, wschodniego oddechu śmierci? Amerykany gdy zwalniali mieli podobne wibracje, tylko podane w dużo bardziej technicznej formie. Ale samo porównanie dość nietypowe, dla mnie też w pierwszej chwili zaskakujące.

Skomentuj