mentor-guts-graves-and-blasphemyWydawca: Arachnophobia Records

Skąd Krzyśku znajdujesz zespoły do wydania? – zapytał dziennikarz. A po kolegach szukam. – odpowiedział wydawca.

Idąc tym tropem powstaje takiż sylogizm: Krzysztof wydaje kolegów. Krzysztof wydaje dobre zespoły. A więc koledzy Krzysztofa grają w dobrych zespołach. Nie chce być inaczej, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod lupę fakty. A fakty są takie, że oto kolejna płyta ze stajni Arachnophobia Records kręci się u mnie w odtwarzaczu i nie chcę jej wyłączać. Czy ktoś z Was pół roku temu słyszał o Mentor? No, liczba znikoma. Ja też nie, ale odkąd „Gut, Graves and Blasphemy” zawitało pod moimi strzechami słyszę ich codziennie, bo niemal codziennie niniejszy album jest przeze mnie słuchany. Co tu dostajemy, żeby nie przeciągać? No powiem Wam, że to jest najciekawsze – muzyka Mentor to tygiel, w którym znajdziemy wiele, wiele wszystkiego. Począwszy od przypalanego na czarno thrash metalu, przez crossover, stoner, czy doom metal łącznie z death’n’rollem. Że za dużo? Normalnie też by się mnie tak wydawało, jednakże Mentor połączył to w idealny sposób. W „Murder Beach” na przykład dostajemy granie a’la Hellacopters, chcecie coś pod powracający Exodus to załączcie sobie „Gravemaker”, natomiast jeśli pragnęlibyście na przykład odnaleźć inspiracje Type O’Negative to zapraszam na końcówkę „Drag You to Hell”. Chcesz mocno podrasowany crossover drogi słuchaczu? Odsłuchaj sobie „In The Devil’s Name”, gdzie usłyszysz też rzeczonego death’n’rolla na core’owym wkurwie. W mroczniejszych, wolniejszych momentach (jak otwierający całość kawałek tytułowy, choć to raczej intro) czuć zaś black/sludge/crustowe elementy w stylu Mantar. Co cechuje jednak cały czas ten krążek to namacalna pasja grania i – pomimo jak zdawać by się mogło strasznie rozjechanych w różnorakie strony inspiracji – spójność przekazu. Tak to odbieram – „Gut, Graves and Blasphemy” to płyta na wskroś przemyślana, mimo że słuchacz odnosi wrażenie, że została nagrana na zawołanie instynktu, nagły impuls, spontanicznie. O tym świadczyć może brzmienie, przybrudzone, mocno crustowe. Lubię u kapel taki „fuck You attitude” – u Mentor słychać go bardzo wyraźnie.

Mamy więc do czynienia z bardzo dobrym i zaskakującym debiutem, który zaatakował mnie jak jakiś pieprzony diabeł z pudełka – nie dość, że dostałem niespodziewanie wieczkiem w nos, to jeszcze na odlew ukrytym za plecami kastetem. Przednia zabawa, więc polecam.

Ocena: 8/10

Tracklist:

1. Guts Graves and Blasphemy  
2. Gimme Yer Blood  
3. Drag You to Hell  
4. Satan’s Whore  
5. Gravemaker  
6. Murder Beach  
7. In the Devil’s Name  
8. Night of the Satanic Werewolves  
9. Scarecrow Fields

Oracle
19426 tekstów

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Final Self „Liturgy of the Final Self”Recenzje

Final Self „Liturgy of the Final Self”

OracleOracle16 października 2026
Deprive „The Archaic Summoning”Recenzje

Deprive „The Archaic Summoning”

BartBart15 października 2026
Runaway Devils „Blood Must Be Shed to Enchant Your Head”Recenzje

Runaway Devils „Blood Must Be Shed to Enchant Your Head”

OracleOracle14 października 2026

Skomentuj