Wydawca: Darker Than Black
Zespół mi nieznany wcześniej, ale za to nazwa owszem. Takie to już skrzywienie z czasów gówniarstwa i lektury Tolkiena. Ale jak widać po 8921893129321 zespołach o nazwach wydartych od Anglika nie tylko ja za dużo dziwnych rzeczy czytałem w dzieciństwie.
Zespół został określony jako „Helvetian Hermetic Black Metal-band”. No niech będzie. Jak dla mnie panowie oscylują wokół black metalu czasów najlepszych, ale z ogromną ilością implikacji, które czasem trącą zbytnią prostotą i wieją nudą. Można powiedzieć, że panowie niespecjalnie chcą się wychylać poza opatrzone i nieco wytarte schematy. Perkusista na ten przykład ma powiedziane, że ma napierdalać w równym, acz szybkim tempie i to właśnie robi. Jak potrzebny marszowy ton – a bez tego się by przecież nie obyło – to i takowy wystuka. Gitary bzyczą dość jednostajnie, ale oddać im trzeba, że poparte są sporą dawką melodii. Czasem jest ona na miejscu, a w innych przypadkach pasuje to jak krowa na środku autostrady. Przyjemność jak w nią coś pierdolnie jest, tylko kto to później posprząta. I tak to wygląda mniej więcej. W niektórych kawałkach chujowe momenty przeplatają się tymi naprawdę dobrymi. Panowie dość łatwo (chociaż też nie zawsze dobrze, dla sprawiedliwości trzeba dodać) żonglują odmianami czarnej muzyki. Podobnie jest zresztą z odczuciami słuchacza. Czasem zainteresuje, innym razem przynudza, albo wkurwia. Problem polega na tym, że ta płyta nie jest w stanie zatrzymać na dłużej. Parę ciekawszych (nie ciekawych – to ważne) momentów nie załatwi jej częstych wizyt w odtwarzaczu. Nawet surowość, którą się charakteryzuje, traci przy bliższym poznaniu.
Na dłuższą metę coś mnie w tej płycie razi i męczy.
Ocena: 4/10
Tracklist:
01. Heiliger Krieg 00:48
02. Der STAHLinistische Arbeiter
03. Rote Revolution
04. Sowjetische Nächte
05. Marxistische Mysterien
06. @O+
07. Roter Phallinismus
08. Red Lion Pub
09. Nachts steht Hunger
10. Tanks 'n’ Roses
11. Die Mönche des roten Zaren
12. Gott, schütze den Zaren





