Wydawca: Pagan Records

 

Przyznam, że nie przepadam za sytuacją, kiedy zespół przy okazji wydania nowej płyty twierdzi, że „się rozwija”, że „szuka czegoś nowego” itp., bo z reguły nie wróży to nic dobrego. A tak mniej więcej anonsuje swój nowy album Massemord.

 

Ale kij z tym, żeby nie wiem, co mówili, nic nie zniechęciłoby mnie do zakupu nowego krążka. I, kurka, hmm… same zaskoczenia. Pierwsze – wizualne: dość kolorowa, jak na wydawnictwa tejże kapeli, okładka. No, ale kolorowa okładka o jakości płyty nie świadczy. Idźmy dalej. Drugie zaskoczenie – track lista, a konkretnie jeden tylko na niej utwór, za to 35-minutowy. Co prawda, Furia podobne dokonania ma już na swoim koncie, chociaż „Halny” to „tylko” 20 minut, ale Massemord póki co takich kolosów nie robił. I wreszcie, pakujemy płytę do odtwarzacza… No i własnie… Jak nie Massemord, jednym słowem. Zamiast spodziewanej napierdalanki w tempie zabójczym, słyszymy tę właśnie „nową jakość” – powolne, dołujące, trochę transowe brzmienia, przeplatane nierzadko dźwiękami, które raczej nie zostały wydobyte z tradycyjnych instrumentów (ale ja na instrumentach to akurat się nie znam, więc może się mylę – tak mi to po prostu brzmi). Jedynie tematyka tekstów pozostała bez zmian, w końcu nazwa zobowiązuje hehe – nihilizm totalny (Nietzsche był nihilistą??), pożoga i zagłada.

 

Cóż, złe to to może i nie jest, i po kilku przesłuchaniach można się nawet z tą płytą zaprzyjaźnić. Super na przykład sprawdza się jako kołysanka – żadnych nagłych przyspieszeń, niespodziewanego pierdolnięcia, nic nie obudzi hehe. Jeśli jednak ktoś, podobnie jak ja, spodziewał się porcji blacku w stylu wcześniejszych tworów Massemord, raczej będzie zawiedziony. Ale, ale… Na pocieszenie pozostaje, wydany nieco ponad miesiąc wcześniej singiel, „Notes of Antihate Profound”, zawierający dwa utwory, z czego jeden to ponownie nagrany „Masskilling, Masshealing” z dema „Another Holocaust Rises”. Tutaj niespodzianek brak, i to akurat za zaletę poczytajmy. Teoretycznie z tych dwóch wydawnictw można sobie wyciągnąć jakąś wypadkową, praktycznie mamy dwie różne płyty. Jak to się mówi, dla każdego coś miłego. Chociaż akurat nie podejrzewałabym specjalnie katowickiej ekipy o chęć zrobienia wszystkim dobrze.

 

Podsumowując wrażenia po przesłuchaniu (wielokrotnym zresztą), „The Madness Tongue Devouring Juices of Livid Hope” – odejmuję dwa punkty za te „nowości”, które sympatyków poprzednich poczynań Massemord trochę pewnie rozczarują (niektórych może nawet trochę bardzo), i kolejne dwa za to, że niestety zawartość tego krążka, mimo że ostatecznie słaba nie jest, to jednak nie porywa – brakuje tam czegoś, jakichś momentów, które złapałyby za tyłek, wryły się w pamięć i kazały ciągle do tej płyty wracać. A i tak następny album dopadnę, jak tylko się ukaże, bo zajebiście wprost ciekawa jestem, w którą stronę Panowie pójdą dalej.

 

Ocena: 6/10

Tracklist:

1. The Madness Tongue Devouring Juices of Livid Hope

 

Czarna666
2 tekstów

Final Self „Liturgy of the Final Self”Recenzje

Final Self „Liturgy of the Final Self”

OracleOracle16 października 2026
Deprive „The Archaic Summoning”Recenzje

Deprive „The Archaic Summoning”

BartBart15 października 2026
Runaway Devils „Blood Must Be Shed to Enchant Your Head”Recenzje

Runaway Devils „Blood Must Be Shed to Enchant Your Head”

OracleOracle14 października 2026

Skomentuj