Loathfinder był już wywiadowany na naszych łamach, natomiast najnowsza płyta zrobiła mi mocne kuku – na tyle, że ochoczo przystałem na kolejną pogawędkę. Zachęcam więc do odpalenia „Broken Branches and Torn Roots” i rzucenie okiem, na to co miał do powiedzenia XVIII, czyli wokalista.
Oracle: Strzała! Po ponad dziesięciu latach debiut Loathfinder stał się faktem i „Broken Branches and Torn Roots” kręci się w odtwarzaczach maniaków od niemal pół roku. Początkowo wywiad miał zbiec się z premierą, ale z różnych przyczyn nie mogłem się za niego wówczas zabrać, ale może to i dobrze – czy te kilka miesięcy od premiery spowodowały, że patrzysz już na ten krążek chłodniejszym okiem, czy wciąż jeszcze czujecie podekscytowanie w związku z premierą i kolejnymi recenzjami, które pojawiają się tu i tam?
XVIII: Proces powstania tej płyty rozciągał z różnych powodów każdy swój możliwy element do maksimum, nie jestem pewien czy chłodniejszego oka nie miałem już w momencie premiery. Także ekscytacji u mnie nie ma, duma za to została.
O.: Właśnie – jak dotąd widziałem same pozytywne reakcje na ten album. Czuliście, że tak będzie tworząc go, czy cały czas była jakaś nuta niepewności, jak słuchacze przyjmą „Broken Branches and Torn Roots”?
XVIII: Tak, raczej nie miałem wątpliwości co do tego, że będzie się podobać, jedyna moja obawa to że przez ogólną gęstość i brak przebojowości w tych utworach nie będzie to coś do czego dużo osób będzie wracać. Ale no, to nie miała być rock’n’rollowa płyta.

O.: Z wydaniem debiutu trochę Wam zeszło – licząc od powstania zespołu, no to niemal jedenaście lat. Między nim a poprzednim materiałem również jest dość duża przerwa. Odnoszę wrażenie, że tak naprawdę zespół trochę odżył z dwa – trzy lata temu, zaczęliście więcej koncertować i tak dalej. Czy można stwierdzić, że wydanie debiutu otwiera dla Loathfinder nowy etap?
XVIII: Tak, zdecydowanie, zwłaszcza od kiedy skład się finalnie ustabilizował. Wizja na wszystko wydaje się klarowniejsza.
O.: Na Metal Archives Waszą twórczość ktoś kiedyś określił jako blackened/doom metal, ale słuchając nowego albumu wydaje mi się, że jest to już raczej nieaktualne… Wolniejszych partii jest obecnie zdecydowanie mniej, z tego doom’u został raczej już ciężar gitar, który jest odczuwalny praktycznie przez całą długość płyty. Jak sami określacie muzykę, którą gracie?
XVIII: Mi pasuje ten blackened doom metal. Nawet jeśli czasem tego BM jest więcej niż innych składowych to nie nazwałbym Loathfinder zespołem black metalowym. Post-bm też mi się kojarzy nienajlepiej i z czymś zupełnie innym niż robimy. Nawet jak meandrujemy w dziwne rejony to wydaje mi się, że ten doomowy ciężar jest dosyć kluczowy w tym zespole.
O.: Jak sam oceniasz drogę, jaką przeszło Loathfinder od „The Great Tired Ones” do „Broken Branches and Torn Roots”? Na papierze wygląda jak olbrzymi skok, ale przecież przez te lata musiało w Was buzować nie jedno odczucie względem tej muzyki…?
XVIII: Siłą rzeczy to jest długa droga, na szczęście żaden z nas nie jest typem osoby która się w ogóle się nie zmienia przez 10 lat. Żartobliwie można powiedzieć ze zespół dorastał z nami.
O.: Wasza muzyka rozwija się i zmienia, co moim zdaniem jest mocno słyszalne, jeśli porównamy Wasze kolejne materiały. I teraz – wyobrażasz sobie sytuację, że kolejny materiał jest już tak drastycznie inny od tego, czym Wasza muzyka była na początku? Wiele zespołów przeszło taką drogę, aż słuchacze zaczęli sugerować im zmianę nazwy…
XVIII: Wyobrażam sobie wiadomo jakieś permutacje stylistyczne, ale nie wyobrażam sobie, żebyśmy dotarli aż do momentu, że następny album nie będzie miał za dużo wspólnego z ostatnim. Nawet jak środki ewoluują to niektóre fundamentalne idee w Loathfinder są nienaruszalne i to nie przez to że nie mieliśmy lepszego pomysłu.
O.: Na potrzeby Loathfinder przybraliście pseudonimy XI, IX, XVIII i XIX. Mają one jakieś głębsze znaczenie, czy ich główną rolą jest po prostu wprowadzenie słuchacza w konfuzję, a wywiadującego do zadania może tego nie najmądrzejszego pytania?
XVIII: Mają, to dosyć proste ale uważam że eleganckie zapożyczenie z pewnej odnogi zachodniego ezoteryzmu. Nie lubię tekstów o niczym, nie lubię jak coś w sztuce jest tylko dlatego że dobrze brzmi/wygląda i nie lubię zagrywek typu „żebyś się głupio pytał”.
O.: Co możesz powiedzieć o okładce? Jak dla mnie jest ona odbiciem tekstu do „Dead Dogs”, ale może się mylę? Albo może najmocniej nawiązuje do tego konkretnego numeru, a przynajmniej takie mam wrażenie słuchając płyty i czytając liryki…
XVIII: Tak, chodzi o „Dead dogs”. Nie pamiętam już dokładnych okoliczności jak zaskoczyła mi ta wizja w głowie, ale od razu mi klikneło że to będzie to. Bardzo zawsze doceniam jak jakaś grafika generuje fizyczne uczucie dyskomfortu. Miałem parę podejść do zrobienia tej okładki ale nie byliśmy w pełni zadowoleni. Finalnie narysowała ją bardzo utalentowana malarka Mirella Jaworska (zerknijcie sobie na jej prace, warto), poprosiliśmy ją żeby to była praca ołówkiem i żeby wyglądała na niedokończoną. Bardzo lubię zagniecenia papieru, zabrudzenia od grafitu i te wszystkie cienie które z nich potem wyciąga skanowanie w wysokim kontraście. Zależało mi żeby cały layout był spójny z tą „ółówkowością”, dlatego jest tak dużo tych wszystkich zabrudzeń których z reguły się unika i właściwie jedyną rzeczą która nie jest zeskanowanym pismem jest logo Grega.
O.: Myślicie, że jako społeczeństwo zmierzamy w dobrym kierunku? Przyznam się, że coraz częściej sprawdzając co się dzieje na świecie czy w Polsce przy porannej kawie czuję się właśnie jak Wielki Zmęczony – ale głównie ludzką głupotą i krótkowidztwem…
XVIII: Nie zmierzamy, ale daleko mi do romantyzowania starych dobrych czasów które nigdy nie istniały. A to że proporcje ludzi którzy nigdy nie powinni istnieć do reszty są jakie są, nie wydaje mi się znakiem czasów. Może i timeline się nam troche rozkleja ale ja nauczyłem się doceniać jak bardzo absurdalnych rzeczy dane nam jest doświadczać.

O.: W listopadzie trasa trzech zespołów, które wypuszcza swoje płyty w Godz ov War Productions: Wy, Angrrsth oraz Frightful. Czy to był główny klucz doboru kapel na traskę, czy może znacie się i kumplujecie i samo jakoś tak wyszło?
XVIII: Poznałem Angrrsth na jednym koncercie i się polubiliśmy ale pomysł żeby nas sparować na trasę był chyba Dawida z Black to the Roots.
O.: Wydaje mi się, że tworzycie swoją muzykę bardzo na serio. Co więc sądzicie o śmieszkowaniu w black metalu? I nie mówię tutaj o tym, że metalowiec nie powinien się uśmiechać, ale o takich wytryskach heheszków jak Nidhogg grający cover zespołu Knurzum czy jak to się nazywa, w hołdzie dla Kononowicza…
XVIII: Black metal jest jedną niewielu z rzeczy w życiu które traktuje śmiertelnie poważnie. Z resztą, myślę że wiesz co myślę.
O.: Kolejne pytanie otwarte: szufladkowanie w black metalu. Za i przeciw, złe czy dobre? Czy powinna to być muzyka zamknięta i trudno dostępna dla pewnego sortu ludzi czy niech się leje bluźnierstwo jak najszerzej?
XVIII: Dobre, ale nie uważam że czegokolwiek można wymagać od słuchacza. Dla większości słuchaczy metalu „dobre” zaczyna się od tego ze to jest metal i wystarczy. Za to rozliczałbym troche bardziej zespoły które grają black metal a uważają że to muzyka jak każda inna. Nie lubię nieszczerości w sztuce, zwłaszcza w przypadku muzyki której podstawą jest fanatyzm.
O.: Czy na kolejny materiał znów będzie trzeba czekać sześć lat, czy może tym razem uda się odrobinę szybciej? Wiem, że muzycy Loathfinder nie narzekają na brak zajęć, natomiast fajnie byłoby usłyszeć od Was coś wcześniej niż później, moim zdaniem…
XVIII: Od kiedy XIX dołączył do składu na stałe to prognozy są optymistyczne.
O.: Dobrze, kończymy na dziś. Ostatnie, klasyczne pytanie: płyta metalowa, która jako pierwsza zagościła w Twoim odtwarzaczu to…?
XVIII: Ale że w ogóle w życiu? „Reign in Blood” albo „Hillbilly Deluxe” bo wujek miał, ale tylko do jednej z nich został mi sentyment i nie powiem do której. Jak chodzi o dziś to Mord – „Christendom Perished” a potem taśmę z rehearsalem Haxenzijrkell.





