Wydawca: Testimony Records
Czy wiecie, że Rogga Johannsson ma więcej zaliczonych zespołów death metalowych niż Rysiek Czarnecki partii politycznych? Przy czym uważam, że po pierwsze Rogga jest autentyczny w tym co robi, a po drugie – to co robi, robi dobrze.
A przyczynkiem do moich rozważań jest nowa płyta Leper Colony, jednego z wielu zespołów, w którym ów się udziela. A do towarzystwa też ma nie byle kogo, bo Marca Grewe, Jona Rudina i Hakana Stuvemarka. Jak nie znacie – wygooglajcie sobie. I w takim składzie kolesie nagrali sobie „Those of the Morbid”, płytę totalnie wtórną, a zarazem – totalnie fajną.
Bo wiecie, jeśli bierzecie na wokal kolesia odpowiedzialnego za gardłowanie na „Cursed” albo „Odium”, a muzyka to tak naprawdę hołd dla Morgoth (przede wszystkim) to to nie może wyjść chujowo. To znaczy – może i może, ale nie tym razem. Leper Colony wypuściło krążek, który totalnie emanuje energią, agresją i duchem nagrań tej niemieckiej, czołowej kapeli death metalowej z początku lat dziewięćdziesiątych. Oczywiście, czuć tutaj też chociażby Death, niemniej jednak – nawet okładka „Those of the Morbid” jakoś nasuwa nam skojarzenie z „Resurrection Absurd”. Przynajmniej w moim przypadku tak było – i to zanim obczaiłem skład odpowiedzialny za ten krążek.
Co wam więcej powiem – Leper Colony świetnie wskrzesza death/thrash metalowe sentymenty właśnie spod znaku Morgoth. Absolutnie nie biorę tego za zarzut, za minus. Rogga skomponował płytę – hołd, a słuchając jej nie jestem w stanie oprzeć się wrażeniu, że wyszło mu to z serca. A nie jak w przypadku Ryśka Czarneckiego – z kieszeni. Słuchajcie!
https://www.facebook.com/testimonyrecords





