O panie, to jest taka płyta po, kurwa, przejściach, że sobie nawet nie zdajecie sprawy. Najpierw kapela wydawała ją chyba z rok jak nie dłużej. Potem kvlt napisał o nich njusa z dupy (choć to było akurat zabawne). A jak już wydali i kolega Krzysztof wysłał mi cedeka, to szedł sobie przez dwa i pół miesiąca do mojego miejsca pracy. W którym nie pracowałem już od półtora miesiąca.
Sami widzicie, nie ma letko ten Kurhan. Ale nareszcie „Wieża” jest u mnie i sobie jej słucham. Z kompakta gram, bo w mp3 to już hohoho ile ją znam. Do rzeczy jednak – drugi album ukazał się w siedem lat po premierze debiutanckiego „Głodu”. Czy nowy album bardzo różni się od poprzednika? Nie aż ta bardzo moim zdaniem. Trio cały czas porusza się na płaszczyźnie wyznaczanej przez trzy gatunki – death, thrash i black metal. Wymieszane dokładnie jak bigosik na imieninach u wuja, z wódeczką, ciasteczkiem, zimnymi nóżkami, paluszkami i jeszcze kurwa piweczkiem i szlugiem na balkonie. Czyli biorąc pod uwagę całość – nie idzie rozróżnić poszczególnych części składowych.
Prym wiedzie tu jednak death i thrash metal, tak na moje ucho, jak już się człowiek zagłębi w tę muzykę. Sam album jest dość długi i dla mnie to trochę jednak jest bolączka, bowiem niemal pięćdziesiąt minut to dużo przy tak intensywnej muzyce, a przy tym dość homogenicznej, za przeproszeniem. Z drugiej strony, nie słyszę tutaj kawałków upchanych na siłę, byle płyta była dłuższa. Może nie wszystkie są wyrywające z butów, ale mamy tutaj takie strzały w ryj jak „Oś”, „Wieża” (w której chyba najbardziej słychać taki kreatorowy thrash metal) czy „Ostatnie Dni”.
Płyta brzmi przy tym dość surowo, czyli – o ile pamiętam – tak jak debiut. „O ile pamiętam” bo dawno nie słuchałem tamtego krążka i zastanawiam się, jak będzie w przypadku „Wieży”. Bo to jest fajna płyta, której cały czas, w mojej opinii, brakuje jakiegoś czynnika, który uczyniłby z jej płytę zajebistą. Może, przy całej swojej pozornie nieskomplikowanej treści, jest dość trudna? Jakoś tak podskórnie czuję, że numery Kurhan są ciut bardziej wymagające niż zwykłe napierdalanie w tym stylu. Zapewne z tego też powodu żadna z wytwórni nie zdecydowała się zaryzykować i wydać ten album – nie zwęszono tutaj żadnej łatwej kasy. Na pewno wymaga on czasu, ja z kolei poświęciłem mu naprawdę dużo-dużo tegoż. I doceniam to granie, naprawdę, tylko jakoś nie mogę się przemóc, by powiedzieć, iż to granie jest więcej niż fajne. Może kiedyś zaskoczy bardziej, póki co jest po prostu dobrze.
„Wieża” to bowiem płyta wymagająca. Musi trafić również na osobę wymagającą, ja zaś obecnie chyba nie jestem na etapie wybitnych poszukiwań muzycznych. Ale na pewno polecam Wam sprawdzić ten album, jest możliwym, że sprawi Wam masę przyjemności przy odsłuchu.
Ocena: 7/10
1. O włos
2. Ciało grobem
3. Oś
4. Szpik
5. Wieża
6. W ciemność
7. Zew
8. Ostatnie dni




