Skip to main content

Wydawca: Reiging Phoenix Music

Powiem tak – nie spodziewałem się cudów po tym albumie, śmieszą mnie te wszystkie rozstania i reuniony i okładki z AI i podjarka przeciętnego metala drącego ryja „Slayer kurrrrwa!”. A mimo to postanowiłem sprawdzić, co też Kerry King wymodził na swoim debiutanckim krążku.

Ostatni krążek Slayer mam w głębokim poważaniu, odsłuchałem raz i mi wystarczy. Natomiast bardzo lubię „World Painted Blood” czy „Christ Illusion”. Po co o tym mówię? Bo „From Hell I Rise” przypomina mi bardziej tamte krążki. Jest po prostu fajniejszy. Oczywiście, czuć, że ten materiał równie dobrze mógłby być po prostu kolejną płytą Slayer – zresztą nie wiem, czy sam Kerry gdzieś o tym nie wspominał. Nawet jakby nie wspominał, to słuchając takich kawałków jak „Crucifixation”, „Everything I Hate About You” (ten brzmi jak wyjęty z „Diabolous in Musica”), „Toxic”, tytułowy… eeee… chyba powinienem wymienić wszystkie trzynaście numerów… – w każdym razie, po prostu brzmi to jak Slayer. Mało tego, nawet Mark bardzo często zbliża się z barwą swojego wokalu pod Toma. Przypadek? A może autosugestia? Nie wiem, ale to po prostu słychać. NIe mam z tym problemu – choć wokal Oseguedy z płyt Death Angel również byłby tutaj spoko.

Poza dwiema bodajże kompozycjami, które są odrobinę wolniejsze i pasowałyby spokojnie do szóstej płyty Zabójcy, reszta zapierdala sobie na wkurwie, tak jak to byliśmy przyzwyczajeni przez wiele wiele lat w przypadku macierzystej formacji Kerry’ego. Nie ma tu żadnych zaskoczeń. Produkcja, kompozycje, wkurwienie – to wszystko jest nam dobrze znane.

Teraz najważniejsze – czy ten album jest dobry? Tak, to dobry album. Ma kilka świetnych numerów, ma kilka nudnych fragmentów. Całość jednak wypada in plus – w przeciwieństwie do albumów takich tuzów jak Destruction, Kreator, Megadeth, Testament czy ostatni Slayer właśnie Po prostu Kerry spiął pośladki, może czuł presję i skomponował krążek walący w ryj – raz mocniej, raz słabiej. Nie ma tu wiele co pisać, bo wszystko będzie jakimś tam truizmem w przypadku muzyka, o którym piszą książki. Ale widzę po sobie – gdy leci „From Hell I Rise” to mimowolnie wybijam sobie rytm stopami czy tam dłońmi. Czyli działa.

Nawet do czasu trwania nie ma co się przypierdalać za bardzo. Wiadomo, że lepiej by było wyrugować mielizny i skrócić ten krążek jeszcze tak o dziesięć minut, ale trzy kwadranse przepełnione w większości dobrą muzyką – nie jest źle.

Tak więc z czystym sumieniem stwierdzam, że Kerry King nie dał dupy, nie wynudził, nie zaskoczył i nie odkrył na nowo „Reign in Blood”. Nagrał album pełen klasycznych, charakterystycznych numerów. Do pewnych krążków Slayer oczywiście nie ma startu, ale od kilku podoba mi się bardziej. Więc jest dobrze.

Oracle
18546 tekstów

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Blackbraid „Blackbraid III”Recenzje

Blackbraid „Blackbraid III”

PathologistPathologist12 grudnia 2025
Celephais „Demo 2025”Recenzje

Celephais „Demo 2025”

OracleOracle11 grudnia 2025
~ CAŁ● ~ „Ludzie Błądzący w Nocy”Recenzje

~ CAŁ● ~ „Ludzie Błądzący w Nocy”

BartBart10 grudnia 2025

Skomentuj