Wydawca: Sami sobie wydali
Katorga mówi Wam to coś? No mi też nie… Widziałem ich jakiś rok temu na żywo, gdy otwierali koncert Psychonaut 4. Dupy nie urwało, ale miało to tam jakieś przejawy słuchalności, jednak nie przeszło mi nawet przez myśl, by obserwować, czy coś w ich obozie się dzieje. A tutaj niespodzianka! Poproszono mnie, czy mógłbym zrecenzować ich debiutancki album. Jako że jestem ekspertem w dziedzinie DSBM w naszej redakcji, zgodziłem się. Płytka została wydana własnym sumptem i oprócz jakiś wlep i wydrukowanych oddzielnie tekstów dostałem liścik z pozdrowieniami dla całej redakcji i krótkim opisem jak to wszystko się u nich rodziło. Miły gest, jednak nie będziemy tutaj lizać się po jajcach i głaskać po główkach.
Debiut nazwany „Last Transmission” to trudny orzech do zgryzienia. Bazuje na dobrze znanej oklepanej formułce: tutaj trochę akustyki i lekkich ambientów, szczypta darcia wniebogłosy i troszkę spokojniejszych wokali a na deser garść melancholijnych riffów smaganych batem depresji. Czuć, że główną inspirację stanowił Shining, Lifelover, czy Apati ze starym Forgotten Tomb. Nie mam im absolutnie za złe, bo czymś trzeba się inspirować i wyszło im to całkiem spoko, zwłaszcza części odegrane na akustyku, czy niektóre melancholijne riffy. Wpadają naprawdę miło w ucho. A co nie wpada? Kurwa wokal… Nie rozumiem, po co chłopaki zabraliście się za wycie po angielsku, gdy nie ogarniacie tego języka poprawnie. Nie jestem filologiem języka angielskiego, ale niektóre wypowiedziane słowa kolą w uszy strasznie. Obawiałem się, że wyjdzie jakiś „Ponglish” z tego. Na szczęście skończyło się tylko na złej wymowie i nie musieli cały swój garbeć wrzucić do dampstera. Abstrahując jednak już od tej wymowy to wszystkie te piski, krzyki i bóg wie co jeszcze, brzmią dobrze. Nagraliście nawet jeden wałek w całości po polsku i to on stanowi tutaj najsmaczniejszy rodzynek, tędy droga Panowie! Ewentualnie do książek z angielskiego… hehe
Tak się przypierdalam i przypierdalam, a całą płytę przesłuchałem raz drugi… Zleciało to szybko i pomimo wiadomo czego, nie wynudziłem się. Z jednej strony super, że polska scena DSBM odżywa/zdycha (niepotrzebne skreślić), jednak czy zawojują tym materiałem świat? Wątpię jednak stanowi on naprawdę spoko podwaliny na coś lepszego i rozwijanie się.
Tracklista:
1. Intro (No Love)
2. Imaginary Future (featuring Skovronsky of Fatigue)
3. Unrealistic Desire (Lullaby)
4. There Will Be My Smell and Your Tears
5. Coffin
6. The Final Pain
7. Heart Code 01:08
8. Black Thoughts in My Mind (ver. 2)
9. Outro (No Loss)





„Nie jestem filologiem języka angielskiego”. Polskiego również. Orzech do zgryzienia może być twardy.