Wydawca: Lacerated Enemy Records
Tak żeśmy se z Paganem ostatnio gaworzyli i doszliśmy do wniosku, że każdy kraj ma swoją odpowiedź na Thy Disease. A białoruską odpowiedzią jest chyba recenzowane właśnie Infestum.
Ponoć wcześniejszy krążek trzymał fason. Nie wiem, nie słyszałem. Inny kolega mówi, że ten również trzyma fason, bo już słyszał. No, raczę się nie zgodzić. „Monuments of Exalted” mnie nudzi, a czasem drażni – zwłaszcza gdy za wiele mamy industrialu na zasadzie klawiszowego „pdzium, dzyng dzyng dzyngg, tratatata” bo mi to trąci wiochą niestety. Bez tego – byliby po prostu kolejnym zespołem który gra drugoligowy (z dołu tabeli) melodyjny black/death metal. Taki trochę Hate, trochę jakiś tam Keep of Kalessin, tego typu klimaty. Nie każdy to lubi – ja na przykład w ogóle. Lepiej jest w takim numerze jak „Temple of Mirrors” czy „Obsidian Exile”, bo wchodzą na bardziej black metalowe tory i te ozdobniki jakoś mniej wkurwiają. Ale tak – średnio mi się podoba ta płyta. A raczej nie podoba mi się w ogóle, ale mogę uznać, że się starają i pewnie potencjał jakiś w tym można znaleźć. Ale już na przykład kolejny numer poprzedzony klawiszowym plumkaniem kojarzy mi się przede wszystkim z muzyką Vesanii. Niedobrze. Nie dla mnie ta muza, ale czuję, że spełniłem swój obowiązek, przestrzegając Was przed tym albumem.
A tak w ogóle, to jak na Białorusi chcą Thy Disease, to może by im nasze wysłać? Zawsze to mieliby oryginał, hehe…
Ocena: 5/10
Tracklist:




