Wydawca; Dark Descent Records
Są sobie zespoły, które egzystują głęboko w podziemiu i w świadomości maniaków. Grają koncerty dla kilkudziesięciu osób, lecz wciąż zdecydowanie deklasują kapele ze świecznika, również undergrounowego. Dziś o jednym z takich zespołów właśnie.
Imprecation. Nie kojarzycie? Wasza strata. I nie jest to żaden chwyt retoryczny, za który wzięliśmy od wydawcy kilka baksów więcej. Taka jest po prostu prawda. Kapela, która (z przerwą) nakurwia od wczesnych lat dziewięćdziesiątych obecnie jest w takiej formie, że jedną dziurką nosa wciąga te wszystkie zespoły typu Morbid Angel, Deicide i inne z deczka przebrzmiałe grupy. Stężenie zła zaklętego w tych deathmetalowych dźwiękach dochodzi do maksimum, poza tym w pomieszczeniu mam od chuja gruzu i nie wiem czy sypie się on ze ścian czy z głośników. Strasznie lubię Imprecation, spuszczałem się już obficie nad ich poprzednim albumem „Satanae Tenebra Infinita”, teraz ejakulacja nie ustaje, wręcz jest jeszcze mocniejsza. Imprecation nagrało płytę ciężką, masywną, a równocześnie mroczną – gdzieś tam przebija się nieśmiało pierwiastek blackmetalowy, nadając siarczystego posmaku całości. Równocześnie to album mocno osadzony w kanonie gatunku wypracowanym przez Morbid Angel, Incantation czy Necrovore. Nie wyobrażam sobie, żeby komuś nie przypadł on do gustu, bo ja w zasadzie nie znajduję tutaj słabych momentów, a ta dziewiątka to tylko dlatego, że logicznie rzecz biorąc, kolejny album będzie jeszcze lepszy, a mi zabraknie wówczas skali. Nie wierzycie? No fakt, „Damnatio ad Bestias” podniosło cholernie wysoko poprzeczkę, ale ja wierzę, że się z nią uporają za jakiś czas.
Póki co nie przestaję słuchać tego albumu. I gdy Wy już go raz odtworzycie, będziecie mieli podobną sytuację. Ta bestia nie zna litości.
Ocena: 9/10
Tracklist:





biały-czarny-czerwony