Wydawca: Moribund Records
Hiems – one man band z Italii miał wnieść nieco ciepła i przybliżyć nadejście roztopów a tu zaskoczenie. Zimą wieje od tego krążka, że do słuchania należałoby przyodziać czapkę uszankę heheh.
„Worship or Die” to drugie z kolei długogrające wydawnictwo tego jednoosobowego projektu, w którym niejaki Algol (za pierwszym razem przeczytałem angol hehe) zajmuje się obsługą wszelkich instrumentów i generowaniem wokali. I przyznać trzeba z ręką na przycisku „volume +”, że całkiem zajebiście mu to wychodzi. Najogólniej sprawę traktując to krążek ten zwiera prawie godzinną dawkę black metalu bardzo ciekawego w odbiorze i wywołującego wiele uniesień natury estetycznej. Najważniejsze jest to, że płyta nie jest nudna, cały czas słyszymy jakieś ciekawe patenty, zwolnienia, czy bardziej galopujące kanonady – oczywiście wszystko w granicach konwencji. Mnóstwo najróżniejszych smaczków, drobnych dźwięków nadających każdemu numerowi niepowtarzalnego charakteru. No nie ma możliwości żeby się nudzić przy tej płycie,bo pomimo, iż numery są dość długie, ale tak rozbudowane i pomyślane, że ziewać nie ma czasu. Ciężko mi nawet napisać, jaki utwór najbardziej przypadł mi do gustu, bo każdy jest na swój sposób wyjątkowy i ma w sobie coś, co go wyróżnia. Na pewno warto na dłużej zatrzymać się przy utworze tytułowym, zajebiście się też słucha „Wounds Just Death Can Heal”. Ostatni utwór to jeszcze inna historia, ponieważ jest to cover Judas Priest „Race With The Devil”, który został nagrany ciekawie, ale blisko oryginału (jeśli oczywiście cokolwiek lub ktokolwiek jest w stanie zbliżyć się do perfekcji Judasów).Jeśli ktoś jednak liczył na wersje black metalową tego utworu to się zawiedzie.
Nie ma, co: z płytą należy się zapoznać, czy czci aż do śmierci? Raczej nie. Czerpać przyjemność ze słuchania? Zdecydowanie kurwa tak!
Ocena: 9/10
Tracklist:
1. Worship or Die
2. I
3. Scum Destroyer
4. W.O.F.
5. Adventum
6. Bringer of Light
7. Wounds Just Death Can Heal
8. Hiems
9. 29099790
10. Race With the Devil



