Wydawca: ATMF
Hammerfilosofi to nowy twór na scenie black metalowej. Nie wiemy o nich prawie nic, poza tym, że pochodzą z Norwegii. Oraz tym, że powstali żeby pokazać jak powinien wyglądać prawdziwy black metal, wierny korzeniom.
Na szczęście nie nazywają swojej muzyki żadnym Blackest Metalem, jak Xirikurwacośtam. A co najważniejsze – nie rzucają słów na wiatr. „The Desolate One” rzeczywiście zawiera dawkę nieprzyzwoicie dobrego, ortodoksyjnego black metalu. Ten ich powrót do korzeni to jednak w żadnym razie jakaś chujowizna z piwnicy, która kryje mizerię wzniosłymi hasłami. Muzyka Hammerfilosofi oddaje hołd klasyce black metalu, ale spod znaku Thorns czy Mysticum – jedynie nie ma tutaj aż tak wielkiego ładunku industrialu. A z nowszych kapel, myślę, że spokojnie przypadłby ten krążek również maniakom Kommandant czy Absentia Lvnae. Czuć moim zdaniem ducha tych kapel, tchnącego ekstremą, ortodoksją i swego rodzaju muzycznym totalitaryzmem. Czuć też inspiracje albumami Darkthrone (tak powiedzmy z okresu od 1995 – 2001). Przede wszystkim zaś czuć, że oni z tym swoim podejściem „o black metalu na serio” faktycznie są na serio. Tutaj nie ma zawrotnych szybkości, industrialny, szorstki sound stwarza jednak wrażenie, że obcujecie z czymś naprawdę ekstremalnym. I te smaczki – jak słyszę krakanie kruka w „Odi Profanum Vulgus et Arceo” to mam autentyczne ciarki.
W chuj podoba mi się też okładka, oczywiście ten stos trupów „się kojarzy” i pewnie nie byłbym zdziwionym, gdyby się okazało, że panowie raczej głosują na partie po prawej od centrum, no ale może się mylę. Po prostu współgra mi to z tym co słyszę na „The Desolate One”. A słyszę black metal zdehumanizowany i gardzący słabością mentalną – z takim natomiast jak najbardziej się utożsamiam. Przy kolejnym już odsłuchu wiem już, że Hammerfilosofi nie kłamali, pisząc że chcą powrotu do prawdziwego black metalu.
Zaskakująco dobry debiut. Liczę, że nie przepadnie natłoku innych wydawnictw, ale może kogoś też skusi wytwórnia, która to wypuściła. ATMF bowiem naprawdę rzadko daje dupy. Tym razem zdecydowanie sprawili mi przyjemność.
Ocena: 9/10




