Wydawca: Ancient Dead Productions
Ancient Dead rzadko coś wydaje, ale jak już to robi, to nie ma lipy. Tym razem padło na tłustą demówkę rodzimego Hag, a wszyscy aż zacmokali z uznaniem. W tym również ja, bo to bardzo dobra rzecz.
Omawiane dziś demko, to kolaboracja kilku zatwardziałych zuchów, którzy na co dzień udzielają się w Impure Declaration, Mental Funeral, czy zeszłorocznym Nihilvm, czyli wiadomo, że waszmościowie znają się na rzeczy. Najsampierw okładka, bo przyznam, że jest świetna. Czuć Diabła, bez grama cepeliady, czy chujowego AI.
Muzycznie, znając mniej więcej dorobek członków (hehe) trupy, wiedziałem, że będzie dobrze, choć krzynkę się zaskoczyłem. Spodziewałem się dusznego death/black metalu, który weźmie się za bary z Pralayą albo sonicznej ściany, w stylu Omegavortex. Tymczasem z głośników wysączył się, niczym brudna, bagienna woda, black metal. I to dający tęgo wczesnym Darkthrone z domieszką Hellhammera, lecz bez chamskiej zrzynki. Chłopy nagrały coś swojego i czuć, że włożono w to sporo serca. Czarnego, bo ładunek bluźnierstwa oraz zła w muzyce jest spory. Zaskakuje też to, że po okładce oczekiwałem raczej surowości takiej, że każdy dźwięk brzmiałby niczym piłowanie kości zardzewiałym brzeszczotem. Tymczasem Hag postawiło na dopieszczoną maksymalnie produkcję, dzięki czemu bez problemu można odróżnić każde narzędzie do czynienia bluźnierczych obrzędów. Na plus zaliczyć także należy długość, bo ktoś pamiętał, że to jednak demko, czyli, kurwa, krótka forma, a nie pół godziny. Co prawda te szesnaście minut zahacza już o EPki, ale z uwagi na wysoką jakość zawartości nie ma, co się przypieprzać.
Bierzcie i dostąpcie nieświętej komunii obcując z tym materiałem, bo to dobry kawałek plugawego wyrzygu, a takich nigdy za wiele. Obadajcie koniecznie.




