Wydawca: Putrid Cult
„To już jest koniec nie ma już nic
Jesteśmy wolni możemy iść
To już jest koniec możemy iść
Jesteśmy wolni bo nie ma już nic
Jesteśmy wolni bo nie ma już nic”
Gdy ktoś bierze za inspirację Elektryczne Gitary to wiedz, że nie ma chuja we wsi, który powie, że „Wszystko Umiera” to gniotowy album. Czym jest jednak to całe Gone.? A no podobno pobocznym projektem person z takich hord jak Annihilation Vortex, Signs of Dying Summer i Sarg. I ci Panowie postawili sobie jeden prosty cel: unicestwić całe życie za sprawą death metalowej piły mechanicznej połączonej z surowym black metalem.
Połączenie niby znane i oklepane, ale miks riffów obu tych gatunków broni się na tym albumie zaskakująco mocno. Na przystawkę utracicie paluchy, by potem kikuty zostały przypalone miksem siarki i wapna, ale to nie koniec atrakcji, bo w tym samym momencie plecy Wasze i nasze będą skwierczeć z bólu wywołanego mocnym batożeniem. Fajno prawda? Gitary pięknie lawirują w obranych ramach, by w jak najmniej spodziewanym momencie połączyć się w jedno i przypierdolić taką soniczną falą, że jest ona słyszalna nawet w castel gandolfo. Bębny i wokal zaś temu wtórują: szybko, zajadle i na pełnym wkurwie. Teksty nie dość, że pełne nihilizmu to wyśpiewywane są przez jakieś ranne zwierzę i to jeszcze po naszemu! Kapcie z nóg lecą wraz ze skarpetami.
Naprawdę potężny debiut, którego nie polecam słuchać w aucie, bo skończycie w najbliżej napotkanym rowie bądź zawiniecie się na drzewie.
Ocena: 8/10
Tracklista:
1. Intro
2. Nowy, stary ja
3. Pustka
4. Wszystko umiera I
5. Zamknięty, czekam
6. Nieczucie
7. Wszystko umiera II
8. Z biegiem czasu




