W pary jak widać można się dobierać według własnego uznania, byle uczucie było prawdziwe. Stąd też w moje łapy wpadł split Kanadyjczyków z Hiszpanami, o dość diametralnie różnym podejściu do muzyki.
Pierwszym zespołem jest Gathering Darkness. Goście z Kantabrii wcześniej byli mi w ogóle nie znani, toteż ze zdziwieniem zobaczyłem ich logo obok logówki Tyrant’s Blood. Muzycznie zespół wypada jak dla mnie dość przeciętnie – ich death metal nie jest może do końca aż tak brutalny i techniczny, ma poza tym dość oldschoolowe brzmienie, ale jakoś mnie nie kupują – czegoś mi tu brakuje. Nie czuję pierdolnięcia, death metalowego zezwierzęcenia – pięć numerów zespołu z Hiszpanii po prostu sobie przelatuje i absolutnie nie powoduje zogniskowania mojej uwagi na sobie. Nawet nie wiem z czym mi się kojarzy muzyka Gathering Darkness. Jest po prostu przewidywalna, bez szału i bez emocji. Ale jak tylko swoją część rozpoczyna Tyrant’s Blood to już całkowicie inna pieśń. Tu czuć agresję, wkurwienie i chęć zniszczenia. Black/death metalowa pożoga siana przez Kanadyjczyków bardzo dobrze wpisuje się w znaną i lubianą przez wszystkich war metalową konwencję – barbarzyńskie ciosy spadają na nas jeden po drugim, solówki rozszarpują nam wnętrze uszu, a riffy przepiłowują kości. Tak ma być, jeśli ktoś słyszał Tyrant’s Blood wcześniej to na pewno nie będzie zdziwiony – czysty, pieprzony black/death metal ze znakiem diabła.
Ubolewam nad tym, że ten split jest tak nie równy. Z jednej strony raczej przeciętny Gathering Darkness, z drugiej strony niszczący Tyrant’s Blood. Dobrze, że na pilocie mam przyciski i od razu mogę przeskoczyć do szóstego kawałka.
Ocena: 6/10 i 8/10
TRacklist:





