Wydawca: 20 Buck Spin Records
Wśród maniaków nie ma chyba obecnie takiego, który nie kojarzył, by kapeli Fulci (chyba, że był zamykany w piwnicy, albo jest pozerem). Weseli włosi powrócili w tym roku z krótką, ale konkretną EPką, która naprawdę świetnie robi dla mnie.
Recz jasna nadal jest to gęsty i cuchnący death metal nurzany głęboko w tematyce mistrza kina o zombie. Jak nie jestem fanem przydługich intr, to tym razem Włosi, sięgając po kultowe „Miasto Żywej Śmierci” witają naprawdę świetnym kawałkiem klawiszy, który albo jest żywcem wyrwany z tego filmu, albo świetnie skomponowanym dla niego hołdem. A ten płynnie przechodzi w dewastujący śmierć metal. Jest gęsto, jest brutalnie, aż momentami miałem skojarzenia z Cannibal Corpse. Gitary brzmią naprawdę soczyście podlane perkusją, a nad wszystkim unosi się pasujący idealnie wokal.
Za to prawdziwą perełkę dostajemy w drugim, ostatnim kawałku. Panowie wzięli i scoverowali motyw muzyczny Fabia Frizzi’ego „Apoteosi Del Mistero„. W efekcie czego dostajemy rewelacyjny kawałek w „gotyckim” klimacie. W przeciwieństwie do oryginału, dodano tu też wokale i to nie tylko growl, ale również czysty śpiew w gościnnym wykonaniu Nate’a Garetta z Neon Nightmare. Kurwa, ależ to jest dobre, aż się chce więcej!
Całość trwa niecałe dwanaście minut, ale słuchanie tej EPeczki daje mi masę frajdy, szczególnie wspomniany cover. WARTO!




