Wydawca: Nordvis

Dzisiaj moja kolej na recenzję, a nad wyborem płyty musiałem chwilę podumać, bo trochę się ich nazbierało i jest w czym wybrać. Ostatecznie z racji cudownej i słonecznej pogody padło na split Fen i De Arma, bo akurat ta muzyka na takie chujowe i gorące dni jest jak znalazł.

O Fen słyszałem już wcześniej dużo dobrego i nieco złego. I w zasadzie sprawdziło się wszystko to co słyszałem, czyli jest to granie nie dla mnie. Albo inaczej, uważam że jeden Opeth,  czy inny Agalloch wystarczą już na tym świecie. Oczywiście to nie jedyne wpływy jakie dane jest tutaj nam słyszeć. Mnie tam muzyka nie rusza za specjalne, ale pewnie znajdą się jacyś esteteci dla których te muzyczne pejzaże przedstawiane przez Fen zadowolą i przejdą dzięki nim swoiste katharsis. Chociaż szczerze muszę przyznać, że po pierwsze nie znudziły mnie te cztery utwory zaprezentowane przez Fen, a do tego całkiem zgrzebnie łączą panowie poszczególne dźwięki tej swojej – utrzymanej w średnich tempach – suity.

De Arma to z kolei nowa kapela Pettersona z prześladującego mnie Lönndom – jak lubię folk, tak tego nie trawię. Ale akurat De Arma to całkowicie inne granie. Określiłbym to jako black metal: chaotyczny, szybkie tempa i w swojej muzycznej wymowie dość prosty. I to jest podstawą muzyki De Arma, ale najważniejsze jest to co się dzieje poniżej. Coś co raz jest tłem, ale już minutę później staje się wybijającym się elementem muzyki. Klawiszami i czystymi wokalami (chociaż w pierwszym utworze aż mi od nich zęby kruszeją), dodając szczyptę progresji De Arma tworzy naprawdę ciekawe dźwieki. Zresztą moim zdaniem, powinna być to lekcja poglądowa dla wszystkich tych muzykantów od siedmiu boleści, którzy próbują tworzyć swoje folkowy„pogańskie”, kalekie dźwięki przy których ich pogańscy przodkowie mogli by im co najwyżej spuścić rytualny wpierdol. Żeby coś takiego robić najpierw trzeba mieć pomysł i odrobinę umiejętności i  tu to akurat widzę.

Split ten określa się w zasadzie wszędzie, jako atmospheric black metal/ post rock. Niech tam będzie temu macherowi który to hasło wymyślił. Dla mnie to po prostu dobre Fen i lepsze De Arma.

Ocena: 7/8/10

Tracklist:

01. Fen – Soilbound
02. Fen – Ageless Thenody
03. Fen – Towards the Shores of the End
04. Fen – Bereft (Acoustic Reprise)
05. De Arma – Crimson Waters Ebbing the Shore
06. De Arma – Noemata
07. De Arma – From Horizon to Oblivion
Ef
4729 tekstów

Cyniczny i złośliwy chuj. Od zawsze.

Final Self „Liturgy of the Final Self”Recenzje

Final Self „Liturgy of the Final Self”

OracleOracle16 października 2026
Deprive „The Archaic Summoning”Recenzje

Deprive „The Archaic Summoning”

BartBart15 października 2026
Runaway Devils „Blood Must Be Shed to Enchant Your Head”Recenzje

Runaway Devils „Blood Must Be Shed to Enchant Your Head”

OracleOracle14 października 2026

Skomentuj