Wydawca: Piekłoniebo
Drugi krążek Eutanor stał się faktem i pomny olbrzymiej obsuwy z debiutancką płytą tego projektu, tym razem od razu zabrałem się za odsłuchy ilekroć miałem tylko możliwość. I nie powiem, tym razem również jestem pod dużym wrażeniem.
Ale było mi też prościej, bo mniej więcej byłem już przygotowany na to, co zaprezentował Ataman na tej płycie. Czyli dziwne, ciężkie i duszne, zdehumanizowane dźwięki znajdujące się gdzieś na przecięciu industrialu, doom metalu, transu. „Automatocrat” jest płytą kurewsko zwartą i homogeniczną, brak tu nawet w zasadzie przerw pomiędzy poszczególnymi utworami. Dostajemy tylko wolne, wwiercające się w rdzeń mózgu riffy. Mam wrażenie, że wszystkie one są wariacją Hellhammer i Triptykon w wersji industrialnej – potężne, posępne, złowieszcze, w prostocie której brzmi ich siła. Co warte podkreślenia, Eutanor nie nudzi słuchacza – ten materiał wciąga. Wpycha słuchacza do labiryntu, w którym większość ścieżek jest do siebie podobna, a co najważniejsze – wyjścia nie ma. Postapokaliptyczny klimat „Automatocrat” wręcz bije z tej płyty i o ile nie jestem jakimś wybitnym entuzjastą takich rzeczy, u Eutanor naprawdę mi się to podoba.
Jeśli więc zależy Wam na poznaniu tych dźwięków – musicie się nieco wysilić. Natomiast gwarantuję Wam, że zdecydowanie warto.




