Wydawca: Bestial Invasion Records.
A ci jacy oszczędni! Wydadzą dwadzieścia minut muzyki (i to niecałe!) i już już – że niby debiutancki pełny album. Dawać mnie tu jeszcze z dziesięć minut i to przynajmniej!
A nie upominałbym się, ale Eternal Perdition dojebało do pieca tak, że nie za bardzo jest co zbierać. Kolesie wcześniej działali pod nazwą Disgustor i ich demo sprzed czterech lat miałem przyjemność recenzować. Zmiana nazwy nie pociągnęła za sobą jednak jakiejś drastycznej zmiany muzyki. Eternal Perdition na „Burnt Offerings” rzeźbi oldschoolowy death metal, tak jak robił to ów band pod inną nazwą. Na mój gust i na moje ucho, najważniejszą inspiracją Szwedów są dwie pierwsze płyty Morbid Angel, ale też inne kapele, które święciły tryumfy na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych – Morgoth, Pestilence, Nocturnus (ale bez klawiszy). Czyli klasyka, ale raczej amerykańsko – europejska, nie szwedzka. Jednak prym wiodą właśnie inspirację Chorobliwym Aniołem. Do tego ten krążek ma bardzo dobre, podziemne, surowe brzmienie. I naprawdę szkoda, że trwa niecałe dwadzieścia minut – jest to bowiem bardzo dobre granie, więc tych kilku minut więcej brakuje mi w chuj. Ale z drugiej strony dzięki temu „Burnt Offerings” spokojnie możecie odtworzyć pod rząd i się nie wynudzicie.
Bardzo dobry album, pozostaje mi więc liczyć, że nie wypadną z obiegu i będą nas jednak uszczęśliwiać co chwila takim oldschoolowym wyziewem. Czego sobie i Wam życzę.
Ocena: 8/10
| 1. | Under the Horns | ||
| 2. | At the Crossroads | ||
| 3. | Adoration of the Devil | ||
| 4. | Cursed Be | ||
| 5. | Flesh and Bone | ||
| 6. | The Black Supper | ||
| 7. | Corpse Candles |




